Nowa strona autorska

Moi kochani.
Jestem w trakcie tworzenia pierwszej nieoficjalnej strony
Autorskiej dodam :)

Kosztuje mnie to dużo pracy.
Kopiuje i wklejam już 3 dzień.
3 lata wpisów..masakra.

Będzie tam trochę więcej informacji dla potrzebujących.

Czy macie jakieś pomysły co powinno być na takiej stronie?

TikTak

Pustka

Dzisiaj o pustce. Tej w nas, w naszym życiu.

O tej wyimaginowanej pustce ,która pustką często nie jest.

Przez cały proces zdrowienia. Przez cały okres trwania choroby..czułam pustkę. W momencie, kiedy ją czułam – bałam się. Wywoływała ona u mnie lęk przed unicestwieniem, brakiem sensu, zagładą mojej osobowości. Nie czułam aby we mnie było kilka osobowości, czułam ,że nie mam ani jednej. Toteż zawsze kiedy ta owa pustka mnie dopadała uważałam, że „nic” nie czuję . Dopiero po 3 latach leczenia wiem, że taki stan nie istnieje. Skąd więc czułam jakbym nic nie czuła? i czy nie powinnam być szczęśliwa, że te 3 lata cierpienia pozwoliły mi radzić sobie z pustką?? Powinnam. Może i w końcu jestem.

Uczucia nadają znaczenie naszemu życiu, zdarzeniom, sytuacjom i kierują naszymi działaniami. Dzięki nim odróżniamy dobro od zła. Co więc jeśli, nasza osobowość np.rozwijała się w „trudnych” warunkach? zapewne sprawiło to, że nie posiadamy umiejętności regulowania tych uczuć, kierowania ich w dobrym kierunku. Kiedy myślę sobie o tym całym mechanizmie to wyobrażam sobie go następująco:

Jest uczucie.. rodzi się.. rośnie, rośnie, rośnie.. staje się silniejsze..pobudza nasz umysł i ciało. Jeśli go nie uwolnimy, zamienia się w inne. Jeśli je ukierunkujemy w dobrą stronę, zostanie ono twórczo wykorzystane.

Przykład. Czuję złość do swojego chłopaka. Bo na przykład olał mnie dzisiaj i poszedł sobie na siłownie nie rozmawiając ze mną, może miał zły dzień. Poczułam najpierw smutek, że tak samotnie mi przy nim, że nie wiem o co chodzi, może też poczułam ,że się o niego martwię, ale takich rzeczy mu na pewno nie powiem bo jestem uparta i silna. Nie dla mnie te delikatne uczucia i czułości. Chodzę więc z fochem..czując w głębi serca smutek i zmartwienie jednocześnie udając złą i obrażoną. Oczywiście mój chłopak to olewa i wychodzi. Co więc dalej?? zaczynam żałować ,że nie zapytałam go co się dzieje, obrażona ,że nie zainteresował się mną..nie zapytał mnie dlaczego chodzę zła…wręcz wkurzona.. Jak mógł się nie domyśleć o co mi chodzi.. ?? no tak.. zawsze to samo.. to facet.. oni robią wszystko prosto i na temat.  A ja zamiast wyrazić uczucie.. chowam je, jak już urośnie to zamieniam je w inne. A jak jest już inne i dużo silniejsze od np. smutku to czuję ,że żyję !! Ale jak już mogę wytrzymać tego dłużej ,że on się nie domyśla robię awanturę.. oczywiście najpierw wychodzę za złość z domu ,żeby mu pokazać ,że ja też może mam zły dzień, ale bez niego dam sobie radę !!! i idę sama na obiad..podczas którego jestem samotna..piszę mu smsy z wyrzutami ,że go tu nie ma…. i tak ciągle..tak często.. jedyne co nasuwa mi się na myśl to to,że zawsze mam wyrzuty sumienia ,że nie zatrzymam tego na samym początku tylko się nakręcam. Dlaczego?? bo może kiedyś nie było mowy o wyrażaniu..tych delikatnych uczuć.

Ehs.. to błędne koło.

W bpd jest o tyle gorzej ,że te uczucia są cholernie silne. I zdrowa niezaburzona osoba rozpoznaje je i umie je regulować, kierować nimi tak ,żeby nie działały na nas destrukcyjnie . Czyli na przykład jak zdrowa osoba czuje się smutna.. to nie idzie się schlać ,żeby nie czuć smutku tylko będzie potrafiła wyregulować to w jakiś inny sposób. Wyrazi uczucia zanim uczucia z niego wykipią..

Ja kiedy czułam pustkę, myślałam,że nic nie czuję… więc robiłam coś ,żeby poczuć coś silnego i nie czuć tej pustki, której się bałam najbardziej na świecie.

No bo jak to?? nie czuję lęku.. tak więc nie czuję popędu.. nie czuję złości.. więc nie mam energii.. nie czuję  !!! miłości..namiętności.. smutku..adrenaliny.. nic nie czuję !!! umrę…zniknę..

Gdzie było miejsce w tym patologicznym dzieciństwie pełnym przemocy na spokój?? nie było.. jak był spokój.. nie było co robić !! wtedy się szukało wrażeń.. bo kiedy był ten spokój zaczynało docierać do mnie jak mi źle.. zaczynałam żyć..czuć.. i to były takie silne uczucia, których wolałam nie czuć. Były straszne. Czułam tylko jak bardzo się boję. Jak brakuje mi mamy, która leży obok w pokoju pijana.. czułam nieustannie lęk. Czuwałam całą dobę nasłuchując czy tata nie bije właśnie mamy. Musiałam chronić mamę. Nie było miejsca na to, aby docierało do mnie jak cierpię. Musiałam nie czuć. Musiałam być silna !!! Musiałam odciąć się od siebie i swoich uczuć ,żeby przetrwać i uratować mamę.

Nie mogłam byś smutna, kiedy byłam smutna i nic się działo – znowu czułam pustkę. A to wywoływało lęk,że jak odpuszczę to nie dam rady. Czasami mnie to przerastało, ta bezradność, że nie mogę nic zrobić. Miałam okropne wyrzuty sumienia, że nie obroniłam matki kiedy ją bił. Kochałam ją..ale miałam dość krytyki. Dość tego, że pod wpływem alkoholu wyzywała mnie od kurw.. i kazała ojcu mnie bić. Jak płakałam to słyszałam ,że tylko płaczę. Że mam się wziąć za naukę, odrabiać lekcje a nie się mazać.Odrabiałam matematykę.. słuchając co dzieje się w pokoju obok..czy nie słychać pięści ojca odbijających się od ciała mamy..Kim byłam..

Skręca mnie jak to piszę. Płyną łzy.. bardzo głębokie..

Ale to właśnie daje mi odpowiedź . Pustki nie ma. Pustka to spokój..odcięcie się od uczuć. Kiedyś mechanizm obronny, żeby przetrwać ..żeby odpocząć. Kiedyś nie mogłam sobie na spokój, radość i brak silnych uczuć. Miałam deficyt dobrych uczuć… teraz jak one są ..nie wiem co z nimi robić… są zablokowane.

Pustka to miejsce na dobre uczucia..to czas na utworzenie się czegoś dobrego..Pustka to inspiracja..

Dajmy sobie czas..i nauczmy się przeżywać chwilowe pustki.. są często pozostałością po traumach.. ale nic złego nam nie zrobią. Są przecież częścią nas.

Jest nas więcej ???

Proszę abyście wpisali sieę pod spodem ile macie lat,miasto,jak długo się leczycie , jakie bierzecie leki, co radzicie i co odradzacie na drodze do uzdrowienia.

Z czasem może stworzymy coś wspólnie. Jestem gotowa pomagać innym. Otworzyć się. Póki co jestem od prawie 3 lat sympatykiem stowarzyszenia na rzecz dzialan przeciwko zjawiskom patologii spolecznej . Spedzam z nimi kazde swieta , mam od nich wiele wsparcia i niedlugo zapisuje się do ich wolantariatu.

Jest nas przecież więcej..

Proszę dajcie znać

Święta..Nowy Rok..czas przemyśleń

Święta Bożego Narodzenia.

Czas lęku, płaczu i tęsknoty..jak zawsze za utraconym dzieciństwem . Święta pamiętam zawsze jako najgorsze dni w roku.Musiałam siedzieć w domu z pijanymi rodzicami i nie mogłam uciec do szkoły. Wszyscy znajomi ucztowali przy stołach gdzieś na wsiach u swoich dziadków. U mnie było podobnie. Dopóki żyła moja babcia, rodzinna jako tako się trzymała. Z tym,że rodzice zawsze sie awanturowali z wujkami itp po wódzie . Wystarczyło zejść na temat polityki. Reszta awantury była zawsze w domu..po spotkaniu rodzinnym.

Ciężko mi dzisiaj, bo to pierwsze ŚBN bez ojca, bez kontaktu z ojcem, bez informacji czy on w ogóle żyje. Mimo teg,że wyrządził mi tyle krzywdy ,nie wiedzieć czemu myślę o nim. Mało tego, czuję ciągły lęk ,który w znacznym stopniu wpływa na moje funkcjonowanie w ciągu dnia. To może dlatego chodzę taka ściśnięta w środku. Wiem,że to grzech,ale nieustannie w myślach życzę mu śmierci. Będę musiała o tym porozmawiać ze swoja terapuetką… nie mam pojęcia kiedy się od tego uwolnie nie mając wyrzutów sumienia…

Poza tymi wszystkimi lękami jest i chwila radości. Otóż byłam wczorj na pasterce przy Freta w Warszawie u Dominikanów. Dobre kazanie..o kryzysie.. kryzysie w naszym życiu ,kryzysie ,który paradoksalnie budzi nas do życia..do miłości..

Tym kryzysem jest narodzenie Jezusa w naszych sercach..

jakoś do teraz nie mogę w pełni do siebie dojść.. nie ufam nikomu. Nie ufam sobie..jak mam ufać Bogu.. to w borderline niezwykle trudne . Wręcz nieosiągalne być stałym w relacji z Panem Bogiem.. zaufać mu..czy znaleźć miejsce na miłość w sercu. Nawet nie wiem czy się da. Jestem pełna wątpliwości tymbardziej teraz ,kiedy odczuwam kryzys w swoim związku. Oddalam się ..odcinam od uczuć..nie czuję do mojego chłopaka nic..czuję się obco..jestem zimna..jednocześnie mając świadomość ,że jest najcudnowniejszym facetem na Ziemi..chyba nawet próbuję go znienawidzić,żeby odszedł..może poniekąd i ja chcę ..aby uniknąć jego odrzucenia. Odrzucenia..za to, co czuję..raczej czego nie czuję. Nie umiem zapracować na tą miłość..nie umiem jej czuć. do nikogo..nie wiem co to jest !!! Jestem zmęczona !!!



Proszę ..o jakiś znak..nadanie kierunku.. chyba jestem zagubiona..może przez te Święta..

 

Boże.. pomóż mi

Modlę się do Boga o siłę. Jak wtedy ,kiedy byłam mała…

Boże– daj mi siłę .

Jak byłam mała ,uciekałam do kościoła..klękałam i prosiłam „Boże daj mi siłę, proszę niech przestaną pić.. niech się kochają.. ”

Boże.. teraz proszę ..daj mi siłę bo czuję ,że jak teraz sobie nie poradzę to mogę sobie nie poradzić już nigdy. Pomóż mojemu bratu ,którego męczą lęki i myśli samobójcze..

Pomóż mi. bo sama nie dam rady..

 

samobójstwo

W sobotę odszedł mój bliski kolega. Skoczył z 10 piętra na mokotowie… trochę za dużo alkoholu , lęki i nie wytrzymał.. Chorował na dwubiegunową depresję .

Przeżyłam to bardzo.. sam mnie pocieszał i wspierał..teraz go nie ma..

Poczułam się strasznie jeszcze z jednego powodu. Że ostatnio miałam tak silny epizod depresyjny ,że pragnęłam śmierci..i wiem ,że w takich stanach załamania można jej pragnąć jak zbawienia. Ale nie o to mi chodzi w tej chwili. Było mi źle bo ja jej pragnęłam ,a on zginął.. i było mi jakby głupio..miałam wyrzuty sumienia..

Po takich słowach kiedy jest dobrze, człowiek bardzo żałuje ,że tak pomyślał…

Pytam tylko..Jak mocno te myśli muszą być silne ,że zabrały mojego kolegę .Zabrały wielu .. czy te moje „najsilniejsze, skrajne emocje” mogą być jeszcze silniejsze?

Nie dlatego chce się umrzeć, by przes­tać żyć, lecz po to, by żyć inaczej…

Kiedy emocje  zamykają nas w pułapce .. śmierć zda­je się być je­dynym ra­tun­kiem,  jedynym wyjściem, os­tatnią kartą, na którą sta­wia się włas­ne życie… i które właśnie w tych skrajnych momentach często wygrywamy..ocierając się o smierć..albo chociaż o te myśli… Ale czy tak daleko musimy się czasami posuwać?

Szanujmy siebie i życie..

Jedyną rozsądną drogą będąc chorym / ą  jest leczenie.

W piekle swojego życia.

Wstałam od stołu. Zdenerwowało mnie to ,że siedzi za moimi plecami brat. Tak na prawdę nic nie robił złego. Sluchał muzyki. Ja taka rozjebana codziennymi stresami siedziałam jak na szpilkach ,czekając aż mnie rozsadzi od środka..środek wybuchowy zwany emocjami.

Rzuciłam laptopem, wkurwiona zaczęłam się na niego wydzierać ,że nie mam spokoju w tym domu. Nie mam swojego pokoju od dwóch lat ( bo nie mam)

Że nie mam intymności i spokoju. Że mam dość tego życia. Zaczęłam krzyczeć na niego.. nie wiem po co.. zaczęłam ryczeć jak małe dziecko..dławić się swoją śliną !! miałam dość sama nie wiem czego.

pomysłalam ze zacznę grozić chlopakowi ,że się zabije.

Samo grożenie i wyobrażanie sobie w głowie,że się potnę i skończe to cierpienie daje mi ulgę !! nie mogę sobie wytłumaczyć dlaczego mnie to uspokaja…tzn. groźby..

Boje się ,że kiedyś zrobie coś na prawdę złego. Że go bardzo skrzywdzę. to jest bardzo silny lęk..przed skrzywdzeniem.. kiedy czuje to coś za co obrywałam za dziecka – to czuję  się się śmieciem…czyli kochana.. bo dziecięce uczucie pamiętam jako takie..

Leże teraz w łóżku zadowolna,ze sie o mnie martwi..bo pewnie da mi to dowód ,że mnie nie zostawi mimo tego ,że poczułam złość !! że poczułam coś złego..dawniej by mnie ukarano..teraz trzymam normę sama.

Sprawdzam go , czy nie zostawi takiej dziwki i kurwy ,która ma jakieś jazdy .. sprawdzam czy na prawdę mnie kocha.. prowokuje,żeby mnie zostawił…bo to będzie moją adekwatna do mojej osoby karą.. a kara zawsze sprawiała że czułam się ,że na to TYLKO zasługuję !!! mam tego dosyć. To co czuję mnie przerosło..Zasługuję na karę… na to ,żebym teraz wyszła z domu i się zniszczyła..wykończyła..zmarzła.. przewróciła gdzieś i zdechła.. Tak bardzo mnie to wszystko boli. Czuję jak we mnie wszystko żyje swoim życiem – ja nad tym nie panuję w ogóle !!!! ta bezradność niszczy mi życie !!! nie umiem !!! nie UMIEM PO PROSTU …a jeśli nawet umiem – to nie mam siły. Co ja mam robić? nie panuję nad swoimi napadami gniewu!!

 

A Gniew ostatnio wypełnia moje życie.. smutek..potem ze smutku rodzi się gniew..i agresja…

Nie nawidzę swojej pracy.. pracuję w jednej z największych korporacji w Polsce.. w stolicy Polski..wypalam się.. czuję się jak wynajęta kurwa ,aktorka.. odgrywam ich role.. nie ma mnie.. jestem ich narzedziem ,które każdego dnia czuje się jak w klatce.. kłuje mnie serce,zalewa pot.. jest mi zimno i duszno. Wracam z pracy to zaczynam się obżerać..od 15 lat chcę schudnąć ,tak więc to świetny powód żeby się ukarać za to ,że nie nawidzę tej pracy ,jem to czego będę żałować, obżeram się..żeby czuć wyrzuty sumienia..i odwrócić uwagę od bólu istnienia.. Robię wszystko ,żeby wszystko zniszczyć bo tylko uczucie wyrzutów sumienia czuję. Cierpię bo nie wiem co mogę czuć ,czego nie..co mogę zmienić czego nie …

Wychodzę codziennie do pracy i wprost przede mną ten popierdolony bilboard stanął…

„Dobrze jeśli wiesz, czego chcesz, a jeszcze lepiej, jeśli to zrobisz”. ING bank śląski…

i wtedy idę do swoje żałosnej pracy na mokotów gdzie pracuje 3/4 Warszawy i nie wiem czego chce..bo nie wiem kim jestem…..niefajnie,że tego nie robie..A JESZCZE GORZEJ ,ŻE NIE WIEM CZEGO NIE ROBIE !!

23:27 wychodzę z domu. Zmarnowana …z nadzieją ,że już nie wrócę do tego piekła..jakim jest moje życie … życie z chorobą psychiczną.. w korporacji i kredytem odnawialnym na koncie..

życie..z 24 godzinnym myśleniem czy starczy mi na opłaty ,psychiatrę i przede wszystkim leki.. które najwyraźniej nigdy nie będą tanie.. a ratują mi życie.

Chcę umrzeć. Ja ten Silny TikTak..

 

TRAUMA

Tak…

Moja psychiatra mówi mi czasami..że mam objawy PTSD

Ja też czuję w sobie traumę . Wyciszającą się z dnia na dzień.

Czasami ta trauma zaczyna we mnie odżywać i marnuje mi cały dzień,weekend,tydzień..

męczy mnie i destabilizuje. Np. teraz..byłam na grobach z okazji Dnia Zmarłych..

byłam u swojej mamusi.. wspomnienia wróciły, sam pobyt w rodzinnym mieście dobił mnie emocjonalnie..

Efekt: wczoraj spalam ok 2 h , duszności,ucisk w klatce, pocenie się i koszmary . Atak płaczu i lamentowanie.. depresyjny stan.

I znowu muszę kilka dni odczekać,żeby się zregenerować.

 

Eh… cieżko bywa

strach

Otóż około pół roku temu powiedziałam mojemu ojcu (psychopacie) ze nie chce z nim nigdy w zyciu miec juz kontaktu. Tata pije do dziś, znęca się psychicznie nad swoją matką i z nią mieszka. Ona go z resztą broni całe życie i chwali za jego czyny . Wg niej to moja matka była „kurwą ” i zmarnowała mu życie..a ja np jestem dziwką .kiedyś jakoś to znosilam ..teraz jak mam takie 3 lata terapii to na ich myśl trzęsę się i płaczę. Mam koszmary .. widzę jak ojciec nas bije itp. Jak myślę o tym to tak aż mnie zaciska w klatce i brakuje mi oddechu.. na słowo ojciec reaguje jakby mi sie zaczynał jakiś atak padaczki..to straszne..

Nie odzywam sie juz pół roku i on do mnie. Podobno sprzedał mieszkanie z babcią i wynajmują (ma długi) chla dalej i nic nie robi. Boję się ,że lada dzień sąd wystąpi o alimenty dla niego ,ktore mam płacić ja..mam ochotę go zabić..życzę mu śmierci i czuję lęk.. myślę ,że gdyby umarł ja przestałabym się codziennie bać …czuć ten lęk.. strach..czuję go od dziecka i mam wrażenie ,że jest coraz silniejszy …paraliżuje mnie :(

 

Boję się siebie ,że kiedyś będę taka jak on. Będę taką suką .. będę wyzywać i krzywdzić.. bluźnić.. bić dzieci.. boje się siebie..że będę jakąś psychopatką.
Są dni ,że budzę się agresywna.. mam ochotę wszystkich wyzwać i zabić ojca.. mam dość..wtedy chce się też zabić.

 

jak dalej z tym żyć…. czując strach. Strach przed ojcem do dziś.

Pełno wolnych miejsc..

„w kawiarni i kinie pełno wolnych miejsc….na mieście..dziś deszcz..”

A ja się tak cholernie szwędam…

Dzisiaj tak smutno mi, bo te codzienne problemy zabierają mi radość życia.. stresy w pracy powodują ,że muszę połknąć lamitrynę już ok 15.00  - w przeciwnym razie już około 18.00 zaczyna się „jazda”. I tak…może jak łykam tę tabletkę to  czuję się lekko gorsza. Zazdroszczę zdrowym ..tym wg mnie „normalnym”.. dzisiaj czuję ,że dzień mi się rozlazł na dobre.. nie złapię go już.. dlatego napiszę i idę spąc.

A to ze zmęczenia.. a to od stresów.. nie wiem.. mój mózg ..może chory ..może uszkodzony… zupełnie inaczej pracuje.. :( muli mnie.. męczy.. senna jestem i zła.. i tak w kółko.

Ale to nic. Kiedyś odliczałam czas, kiedy czułam strach..nie liczyłam dni..godzin..lat..Wierząc ,że już nigdy nie zmieni się nic.. teraz jest zupełnie inaczej – a ja dalej nic nie rozumiem…. w mało co wierzę.

Wiem, że umiem spojrzeć wstecz. Tak już może musi być ..mimo ,że i tak nie rozumiem nic. Może te dni mają tak wyglądać..a ja mam wyglądać jak inni. Może ten świat jest chory – nie ja.

Wiem też , że mogę  się obudzić dzisiaj inna niż wczoraj . Mogę iść pod prąd.. mogę przecież zasnąć dzisiaj kładąc nogi tam gdzie zawsze kładę głowę..

Mogę dzisiaj być kimś – kim nie jestem. Wytrzymam wszystko..jutro gorzej ..od dzisiejszego lepiej..

 

Zapisałam się na rezonans magnetyczny.. bo mogę  :) chętnie poobserwuje jak sobie żyje moja głowa…jak się ma . Dam znać oczywiście jak wyniki..niebawem..

 

Pozdrawiam

psychoza borderline

Padło pytanie, jak wygląda moja psychoza??

Najczęściej pojawia się kiedy jestem wykończona stresorami, pracą, lękami, złym snem. Czuję się na początku lekko odrealniona, jakby za szybą, chociaż caly czas jestem w pełni świadoma. Zaczyna mnie „nosić” probuje jakoś wyciszyć to niepokojące uczucie.

Myślę wtedy,żeby się napić alkoholu, wyjść gdzieś. Napięcie i niepokój jest tak silne ,ze az rozsadza mi głowe. Zaczynam wpadać w histerie i mam jakby tski atak psychotyczny. W pełni świadoma czuję się tak wykonczona ,ze az jestem pelna agresji i gniewu. Mam rozne rodzaje zaburzeń psychotycznych. Czasami out ,najczescie IN. Ostatnio mialam out. Wpadłam w histerie ,zaczelam miec jakies urojenia,wyzywalam byla mojego chlopaka od kurw i dziwek,jego przyjaciolke.. podając tak sprecyzowane argumenty na poziomie służb specjalnych. Szok. W wyniku projekcji, urojeń zachowywałam się jakby coś we mnie wstąpiło. Jak psychopata odcięty od uczuc. Dazylam do zniszczenia jego…do wyrzutow sumienia, czekalam az mnie udezy,wyzwie albo cos podobnego… a on nic

Dalej niszczyłam ten związek.

Dodam ze takie odreagowanie uruchomiło jedno piwo. Kazalam mu wypierdalać… spakowalam sie w nocy i chciałam uciec. Nie wiedziałam co sie dzieje, nie poznawał mnie. Jak zaczęło przechodzić bylam dumna,zmeczona..na tzw. Odcięciu. Zwymiotowałam z nerwów. Poprosiłam go zaplakana aby sie kolo mnie polozyl . Zaparzył mi melise. Wzielam ok. 150 mg. Lamitryny. Usnelam w jego rzmionach. Rano dalej czulam sie obco. Lęki. Roztrzęsienie.

Cały dzień ryczałam majac wyrzuty sumienia. Znowu bałam sie siebie. Nie czulam siebie..nie bylo we mnie mnie. Balam sie.. trwalo to i trwało. Usnęłam…mialam koszmary.Wstałam..znowu nie moglam nic zjesc. Czulam sie obco.. otoczenie bylo dziwne. To wszystko mozna opisac tak, jakbym nie byla e rzeczywistosci, ale patrzyla na nia z boku. Jakby moje ja…patrzylo na mnie.

Wieczorem lyknelam 20 mg. Setaloftu.. doraznie jakby.. :/ pomoglo.. napiecie zeszlo…usnelam..

 

Dodam ze ostatnia taka psychozohisterie mialam ok roku temu. Kiedys mialam je codziennie. Bylam wtedy wrakiem.

 

Dam rade . Jeszcze nie jedna przede mna. Moj chlopak walczy ze mna. Nie jestem tym sama.

Najgorsza jest samotność

Dawno nie zaglądałam. To chyba dobrze.

Nic w sumie się ciekawego u mnie nie działo .Wakacje..urlop..morze.. urlopy w pracy też nieco dały mi w kość zastępując kierownika. Zawsze te braki rąk do pracy wykańczają zastępujących. Praca na tyle mnie wykańczała ,że do domu wracałam z płaczem. Miałam przez to wiele nawrotów. Ciężkich chwil. Tym razem nie radziłam sobie z nimi sama. radziliśmy sobie z  tym razem z moim mężczyzną . Będąc ofiarą przemocy , porzuconym i niekochanym dzieckiem , żyjącym w lęku .. ciężko jest porzucić samotność.

Brzmi to nieco dziwnie, bo wydawałoby się ,że człowiek zrobi wszystko aby nie być samotnym. Co jeśli człowiek wychował się w samotności ? Czy ta zmiana na bycie z kimś..dzielenie z kimś życia nie powoduje właśnie rozwalenia tej pogmatwanej i zaburzonej spójności JA.

Jestem zdania ,że tak. Czuję doskonale jak sypie się moje JA zbliżając się do mojego chłopaka. Ostatnio nawet zaliczyłam nawet psychozę po dwóch dniach bliskości. Zaliczyłam ją , bo mój mózg żywił się lękami przez dwa dni. To dużo jak na mnie. Te okresy wytrzymałości mam coraz krótsze. Ale to raczej dobrze ,że robię się mniej zlagrowana.

Cytuję „CZŁOWIEK ZLAGROWANY - termin używany na określenie osobowościowych cech człowieka, jakie wykształciły się w nim pod wpływem przeżyć w obozie niemieckim. Zlagrowanie człowieka przejawiało się w odrzuceniu wszelkich wartości humanistycznych i egoistycznym dążeniu do ocalenia własnej biologicznej egzystencji. Termin pochodzi od niemieckiego wyrazu „Konzentrazionlager” – obóz koncentracyjny. Analizę postawy człowieka zlagrowanego przeprowadził Tadeusz Borowski w opowiadaniach obozowych.”

To tak dla tych co nie wiedzą o tym,że są zlagrowani ( dla mnie to znaczy zaburzeni)

To dla tych , dla  których dom stał się obozem . A zaburzenia osobowości wykształciły się aby przetrwać wtedy. Dla tych ,którym te same zaburzenia  jedynie niszczą życie. Radość.

Nie chciałabym ,aby ktoś z was wątpił ,że można wyzdrowieć. Ale tak jest. Może zawsze będzie.. ale to część nas. To właśnie brak nadziei i zwątpienie czuliśmy cały czas . Czekaliśmy aby ktoś w końcu nas pokochał.. a teraz kiedy ktoś nas pokochał – nie umiemy tego odwzajemnić bo kiedyś musieliśmy przestać kochać ,aby nie cierpieć. To smutne – wiem. Ale trzeba wierzyć ,że wszystko da się odzyskać. Wszystko poza jednym. Czas. Tego już nie da się odzyskać. Ale to nic.. im więcej go teraz wykorzystamy tym mniej go stracimy. Iść.. iść … w stronę słońca :) nie patrząc na to jak bardzo cierpimy, nie patrząc na to jak silny mamy lęk przed kolejnym krokiem.

Nie użalaj się nad sobą. Nie żałuj zmarnowanych dni..

Nie potrafisz.. więc żyj dalej godząc się na to jak to teraz wygląda. Przecież nic nie dzieje się od razu. Jeśli widzisz jak wiele robisz czego nie chcesz – to znaczy ,że w głębi duszy odzywa się Twoje zdrowe JA . Idź… samo się poukłada. Tylko pamiętaj. Aby się poukładało zbuduj sobie dobre środowisko. Otaczaj się dobrymi ludźmi. Buduj z nimi więzi i twórz relacje . Nieważne jak trudne to będzie. Mądrzy ludzie nie będą Ciebie oceniać . Zrozumieją . Wystarczy ,że spotkasz jedną taką osobę . Już ona da Ci nadzieje na więcej. Rozmawiaj z sobą. Naucz się relaksować. Ja wiem,że uważasz ,że to bez sensu, ale ważny jest relaks. Dbaj o siebie. Opiekuj się sobą.. i daj sobie czas. Miłość? Nawet nie wiesz.. kiedy się pojawi. Szczególnie ta do siebie. To właśnie na nią czekasz.. będąc samotnym człowiekiem. Nie ma nic gorszego niż czuć się samotnym samym ze sobą.

Mi się udaję. Mam wspaniałego chłopaka, uczę się dostrzegać miłość . Dlaczego nie napisałam kochać? Bo to każdy potrafi.. tak mi się wydaje . Jedni to rozwijają inni nie mogą. Ale każdy ma to u podstaw. Jako dziecko już zaczyna kochać swoją matkę..

Ja Kocham mojego chłopaka..całym sercem. Boję się pokochać bo czasami mam wrażenie ,że będę to odczuwać to zbyt silnie . Ale to się również samo wyklaruje. Bardziej martwi mnie fakt ,że ja nie dostrzegam miłości. Zjawisko póki co dla mnie obce. I tak się zastanawiam.. jak to dostrzec.. ??

Ja wiem, że z czasem..

Jestem też pewna jednego : KAŻDY KOCHA INACZEJ. Pochłaniałam wiele lektur ,które odpowiedzą mi na pytanie czym jest miłość, jakie ma cechy, gdzie ją odnaleźć ,jak ją budować itp. Przy tym bardzo się dołowałam czytając historie innych o Wielkiej Miłości ,zachwytach itd….. teraz wiem,że każda miłość wygląda inaczej.

.. Teraz zadaję sobie pytanie : JAK JĄ DOSTRZEC ..KIEDY JEST WOKÓŁ NAS..I W NAS..  CZY JEŚLI NIE MA JEJ W NAS NIE DA SIĘ JEJ DOSTRZEC . . .. wszystko się zapętla.

 

NIE WIEM.

26 lat.

skończyłam właśnie 26 lat. Wyglądam jakbym miała 40 lat …zniszona jestem stresami . Emocjonalnie jakieś Liceum. Wolno dojrzewam. No cóż…

Terapia : 2 lata ,9 miesięcy , 8 dni .

Stabilna. Prawie zdrowa.Bunt dojrzewania jakby za mną..chociaż czuję,że jedną nogą jeszcze w nim siędzę. Nie oczekuję od życia tak wiele jak kiedyś. Wraz ze wzrostem świadomości coraz więcej we mnie – mnie. Nie potrzebuje już tego szczęścia w mega skali,nie potrzebuje już złotych gór. Potrzbuje harmonii i spokoju. Niesamowite jest to,że kiedy zaczynałam terapie – nie wierzyłam w nią kompletnie. Dlaczego? Bo bardzo ciężko jest uwierzyć w coś czego się dotychczas nie doświadczyło, czego się nie czuję teraz w danej chwili,  w coś ,czego się nie widzi..co można sobie jedynie wyobrazić.

Myślę,że tutaj pomagała mi często rozmowa z Bogiem.

Z Bogiem przez pryzmat Pisma Świętego.. Często wspominam sobie słowa:

” Błogosławieni Ci ,którzy nie widzieli ,a uwierzyli..”

(( wyjaśnienie zawarte w poniżym linku: ))

(http://wypracowania24.pl/religia/2476/blogoslawieni-ci-ktorzy-nie)

 

Dzięki nim szłam pod prąd..jak to Jan Paweł radził.. bo to wiara czyni cuda i między innymi dzięki niej możemy doświadczyć cudów – jakim jest na przykład wyzdrowienie.. to właśnie ono sprawia ,że czuję się błogosławioną.

” Słowo ciałem się stało „

Stało się ciałem…ale po jakiś mniej więcej  30 miesiącach terapii… i tylko dlatego ,że wierzyłam, wierzę ..aczkolwiek wątpić będę-szczególnie przy nawrotach.. ale to cecha wszystkich ludzi, że wątpią ,kiedy jest na prawdę ciężko. I właśnie w tym zwątpieniu szłam pod prąd, i Ty również idź po prąd..wierz w to,że Twoje ja jest czyste i zdrowe.. tylko przykryte płachtami uszytmi przez przykre przeżycia..To nie Ty. To ktoś,kogo zmieniło życie. Teraz Ty zmień życie ,aby na nowo zapisało się w Tobie. Póki otwierasz rano oczy – możesz wszystko. Zaburzenia osobowości czy DDA / DDD   i inne syndromy są do „wyleczenia”

Za pomocą wiary ,cierpliwości i miłości..

Dzisiaj życzę sobie nieustającej wiary i łaski miłości.

Pozdrawiam

TikTak

Kiedy miesza sie to czego nie ma z tym co jest..

…To mówimy o nieświadomości. Dzisiaj zrozumiałam,ze to wcale nie jest takie proste…

I  To jest to kolejny etap mojej terapii.

Oddzielać.

Ambiwalencja rowniez jest do wyleczenia … sic!!

Musze wspomniec o jeszcze jednym. Cale zycie byłam sama. Miałam przyjaciół,ale ich nie doceniałam… nigdy jednak nie miałam rodziny i miłości. Teraz mam chłopaka,ktory bardzo mnie Kocha…i wspiera w terapii..po prostu mnie kocha…i ja jego z kazdym dniem coraz bardziej…mimo tego,ze bardzo go ranie… on wie,ze nie ranie wtedy jego,ale siebie. Bo tak bardzo go Kocham,ze staje sie dla mnie jedynym zrodlem bolu…ktorego bardzo czesto pragne podczas acting in. No tak…uderzam w niego aby cierpial…kiedy cierpi ja mam wyrzuty sumienia i siebie karce..bo tylko kiedy siebie karce czuje ,ze zyje. Ale on to wie…i jest nam łatwiej grac w otwarte karty. Mowie mu wszystko…okropne rzeczy… nigdy nikomu tyle nie mowilam… odslonilam sie..i jak go atakuje mowie mu po co i co mi to daje…wtedy odroznia prawde od manipulacyjnych atakow… wierzy,ze one z miloscia przemina…a zaburzenie sie wyciszy..im dluzej z nim jestem tym jestem spokkjniejsza i dojrzewam…otulona jego miloscia..milosc moze wszystko.

Zdrowie

Dawno tu nie zagladalam…ponieważ zdrowieje. Juz wszystko wiem na temat zaburzenia.  2,5 roku terapii wystarczylo by isc dalej.Tym razem jako zupelnie inna,ale wciaz ta sama osoba. Nie wiem co mam pisać.Myślę,że blogowanie dobiega powoli końca… na pewno nie zaprzestane go dalej prowadzić bo zbyt wiele wspaniałych osób tu spotkałam. Zbyt wiele siebie tu zostawilam. Bardzo się cieszę,że mam nadzieje dałam i dalej będę dawać innym nadzieję. Jestem gotowa aby żyć dalej z tym wszystkim i być szczęśliwą osobą.

 

Co do terapii. Dam wam dobrą radę.Nie bójcie sie iść pod prąd. To jedyna droga do odnalezienia siebie. Do zdrowia. Nawet jeśli terapia jest bardzo trudna i przynosi wiele cierpienia. Idź ostatnimi siłami pod prąd. Wstań..jeśli upadasz..wstań i walcz dalej. Warto. Jestem żywym dowodem. Może nie jest to takie życie o jakim marzymy…ale nie naprawimy tego co było…za to możemy wybudować piękną przyszłość. Z oswojonymi słabościami jakimi cechuje się każde zaburzenie osobowości. Da się. Przysięgam ,że sie da..mimo gorszych dni. Uwierz w to. Uwierz zanim miną lata i będziesz żałował,żałowała,że zwątpiłeś, a wredy czasu nie cofniesz.

To tyle. Weź sobie to do serca. To kwestia życia i śmierci. Ja wygrywam każdego dnia..wygrałam już miłość i szczęście. Dzięki terpii jestem w stanie to utrzymać. Jestem tu po to, bo na pewno szukając słów dda,borderline ciągle wątpisz…ja już nie szukam. Ja już nie wątpie. Pamiętaj…wybudowałam szczęście na porażkach. . .cierpieniu i łzach. Innej drogi nie ma.

pamiętnik uczuć

Pieszę już drugi tydzien pamiętnik uczuć.Spisuję wszystko co czuję od rana do wieczora i muszę przyznać iż to,że jest to bardzo trudne wystawiać się na cios prawdy to bardzo wiele mi to pomaga. Takie pisanie nawet jeśli staje się męczące po paru dniach przynosi efekty. Sama nie wiem o co chodzi ,ale wychodzi :) czytam to i nie wierzę jak bardzo pragnę manipulacji i dążę do odrzucenia. . .

A Wy ? Jak próbujecie „wyzdrowieć” ?

Przeszliście jakieś terapie? stosujecie diete,plany dnia? o co dbacie ,aby życie stało się dobrym?? Możecie się pochwalić?? :)

Dziękuję ….

Dziękuję Bry…..chcę abyś wiedział ,że płaczę cały dzień, nie byłam w szkole… nie mam siły. Płaczę bo wyłazi ze mnie syf…

Wszystko wraca – mam przy sobie swojego chłopaka…ale jest mi źle ,że na to patrzy. Chcę odejść ,żeby było mu łatwiej, żeby był szczęśliwy. Ale też to on daję mi siłę i dla niego cierpię.. bo wiem ,że muszę to wypłakać …

Boję się ,że te regresyjne momenty zniewolą mnie i przestanę funkcjonować, chodzić do pracy …

Masz rację  -  jestem córką psychopaty ,a moja matka była żoną psychopaty i tyrana…zabił ją sobą ..a on ciągle żyje …również w moich wspomnieniach. Mam koszmary i cała się trzęsę …upadam ….w mrok… wstyd mi ,że czasami brak mi słów,że wczuję się jak tchórz… że wolę spadać w dół ,do góry nie lubię ..bo wiem ,że spadnę.

 

Wahania nastrojów nasilają się wprost proprcjonalnie z przywiązywaniem się do mojego chłopakpa. Przez martretowanie psychiczne nie mam zdolności przywiązywania się do obiektu. Porzucam obiekt kiedy zaczynam upadać…a teraz chcę przy nim trwac – mimo bólu. Czy to mimo iż nie czuję mogę nazywać milościa? Do niego? do samej siebie i życia…czuję tęsknotę za tym co straciłam.

 

Bry…czytam Twoje wpisy i ryczę jak bóbr. Czuję jak wchodze w stan terapii …rozbrajasz bombę !! i eksploduje….

Ekspozja. Stąd nazwa mojego bloga.

Dziękuję wam wszystkim za wpisy – dajecie mi nadzieje!!!

Bądźcie ze mną…będę z wami. Jak kolwiek będzie źle… przyczłapię się do kompa …i roztrzęsionymi rękami coś naskrobię…

Nie chcę umierać …jeszcze za wcześnie!!!

 

 

Uratuj mnie

Czytam właśnie książkę „Uratuj mnie” i idę łep w łep z Rachel.

Przeżywam regresję wraz z bohaterką … Szlocham po nocach, czuję napięcie …jakby otworzyła mi się jakaś puszeczka Pandory …o której istnieniu może nigdy nie wiedziałam..

Miewam koszmary , lęki i czuję osamotnienie…znowu to zasrane osamotnienie..czułam podobne w domu…zamykałam sie w pokoju ,piłam piwo,paliłam po kryjomu papierosy i pisałam wiersze… ryczałam… bolała mnie głowa,a ja ryczałam…z bólu…

Pamiętam jak bałam się pójć zrobić siusiu w nocy.. bo dostawałam za to ,że obudziłam ojca. Trzymałam siku do tego momentu ,aż nie mogłam się ruszać z bólu…nagle zaczynałam płakać na głos..wtedy wpadałam mama z pytaniem „Co się stało Aniu??”

-”Mamo ,tak bardzo chcę mi się siusiu…”

- Dlaczego mi nie powiedziałaś? -pytała mama…

-Bałam się ,że was obudzę…

-Chodź ,pójdę z tobą do łazienki…

i Tak było zawsze.

Zaczynam przypominać sobie  też kiedy miałam jakieś 4, 5 lat (zaczyna mi wracać pamięć i właśnie zdałam sobie sprawę ,jak wiele dziecięcych emocji jeszcze nie przerobiłam ) Pamiętam jak byłam małą dziewczynką i aby zwrócić na siebie uwage ,kładłam sie na ziemii i wpadałam w histerie.Robiłam z siebie ofiarę w wieku 4 lat..żeby się mną w końcu zainteresowali !!!!!  Rodzice zamiast mnie przytulic i tlumaczyć mi co i dlaczego czuję ..od razu na mnie krzyczeli. Zabraniali mi płakać.. pamietam też jak śmiałam się glośno dostawałam za to bo ojciec nie nawidził mojego śmiechu, zawsze jak się smialam na glos słyszałam „nie piej !!! ”

Kiedys tata spał pijany ,a ja skakałam po łóżku i się smialam na glos, nagle wszedł ,złapał mnie za włosy i podniósł za nie do góry ,wisiałam na własnych wlosach, spojrzał na mnie pijaną gębą i powiedział ,że mam się zamknąć !! Pamiętam jak szłam na dwór i długo nie wracałam do domu- tata zawsze wychodził do mnie z paskiem!! Boże ,jak teraz by się to wydarzyło od razu przyjechała by policja…łzy mi stają w oczach jak to piszę..

Któregoś letniego dnia.. (który zbyt często się powtarzał) Siedziałam w piaskownicy , a tata wychodził kilka razy po  mnie i krzyczał „chodź na obiad” ja nie chciałam jeść.. więc w końcu wychodził z paskiem ,a mnie zalewał lęk…i tak się bałam ,że biegłam do domu i chowałam się za wersalką…chciałam szybciej wejśc do domu niż on..błagałam zeby szybko mama otworzyła domofon..od razu dostawałam lanie!! to właśnie teraz w dorosłym życiu widzę jak wszystko robię pod koniec aby poczuć zagrożenie..tego mnie ojciec nauczył !! nie tłumaczyli mi czemu mam jeść ,albo nie przegłodzili mi abym zrozumiała czy jest głód. Posiłek był męką..ojciec siedział przy mnie z paskiem i patrzył na miskę..  robiłam wszystko dopiero wtedy kiedy taka groził ,że mnie pobije.. jadłam, odrabiałam lekcje, wszystko…buntowałam się . Wtedy jak mnie bił czułam ,że mu zależy… Czy to nie chore??? Boże..przecież ja teraz oczekuje tego samego od życia..nie robie nic do szkoły bo muszą mi powiedzieć ,że mnie wywalą..nie jem, dopóki nie czuję osłabienia..jak jem to za dużo ..żeby czuć się przeżarta..w pracy kiedy jest spokój obijam się…a iedy jest zapier… robie wszystko 10 razy efektywniej… w związku…jak jest spokój.. czuję lęk…”czemu jeszcze nic się nie dzieje…to nie miłość itp..”

Nie mam już siły na więcej..

jestem małą dziewczynką

Mam 26 lat. Wciąż studiuję..bo kierunki studiów zmieniałam jak rękawiczki. Chłopaków też, przyjaciół również. Pracuję…ahhh…prac to ja miałam mnóstwo … ale to akurat cecha młodego polskiego pokolenia.

Mieszkam w Warszawie. Pracuję w Warszawie …już sama umowa na stałe mnie przeraża. Na stałe?? …mija rok ,a mnie już szlak trafia…studia też już ledwo kończę.. bo ile można studiować. Czas tak cholernie szybko mija.. nieuchwytne chwile.

Wracam z  pracy zmęczona i już  ziewam. Leki? zmęczenie…cholera wie.

Nieważne. Kłade się spać i nie wiem czy ja w ogóle żyje?? męczy mnie to wszystko…

Spragniona miłości ..tej ,której nigdy nie doznałam, pogodziłam się już z tym ,że jej nie mam. Mój męzczyzna daleko ode mnie..nic dziwnego ,że nie było mi dane mieć go obok. Zawsze mam pod górkę. Kocham go.. chociaż z trudem mi to przychodzi. Kocham.

Nie wiem jak długo dam rade. Okazuje się ,że życie na „zdrowo” wcale nie jest takie fajne. Nie wiem jak je ugryźć ,żeby zacząć życ…nie wiem…jestem zmęczona.

I te dziecięce czarno-białe myslenie… niech mnie ktoś przytuli.. bo juz nawet nie mam czym płakać..

Leki

co do leków. Nie prawdą jest ,że leki są przeszkodą w leczeniu . Odpowiednia dawka i odpowiednio dobrane leki nie szkodzą ,a leczą. Ja na przykład biorę lamitrynę ,to przecież lekarstwo na epilepsję ,to lekarstwo biorą również dzieci. Nie mogę ich odstawić bo moje emocje wykańczają mój układ nerwowy – przy tym samym cały mój organizm. Dawka jaką obecnie biorę to 100 na noc. Nie jest to dużo. Staram się dobierać dawkę oraz lekarstwa tak aby mnie nie otępiały. Ponadto biorę sporo Omega 3, magnez i pije tonik min. biovital, w stanach napięcia piję meliskę. Nic jednak nie zastąpi terapii oraz regulowania emocjii. Nie ma nic trwalszego i nic bardziej skutecznego niż terapia. Zaburzenia osobowości leczy się właśnie terapią ,leki zaleczają to co towarzyszy zaburzeniu . TZN> depresje, a raczej epizody depresyjne, stany rozdrażnienia i w końcu stany lękowe. Zaznaczam również iż to nie jest tak,że leki będziemy brali całe życie. Aczkolwiek w niektórych przypadkach jest to konieczne i nie widzę w tym nic złego. Wiele osób chorujących na przewlekłe choroby bioą leki i żyją mimo wszystko. wszystko zależy od pacjenta – od jego wyboru: żyć szczęśliwie -> łagodząc objawy / forsować układ nerwowy i tym samym wykańczać siebie. Ja osobiście odstawiam leki typu Setaloft, Asertin itp.. kiedy czuję ,że wypłynęłam na powierzchnie z epizodu depresyjnego. Czasami leki biorę krótki okres czasu. Jednak nigdy nie przerywam terapii lamitryną. Każde wypicie alkoholu zatrzymuje działanie leków i tym samym wywołuje u mnie ataki. Lamitryna jest w pewnym sensie moją protezą i muszę żyć dalej. Mam na pewno rozwalony traumami układ nerwowy i nie chcę cierpieć. Trudno, tłumaczę to sobie tak,że jedni nie mają nogi ,inni mają cukrzycę ..a jeszcze inni mają borderline i cierpią na depresję . Trudno.. trzeba żyć.

Nie oceniać tego analizować tylko brać życie za rogi.

Stan permanentny

Owszem. Zgadzam się z wami :) Tyle ,że ja dąże do stanu pemanentego – czyli chcę być szczęśliwa mając to i tamto,mając problemy ,ból ,cierpienie , radość,miłość… z tego wszystkiego składa się szczęście. Wiem,że to nie euforia.. wiem! całe życie myślałam ,że to się uchwyci i będzie trwało do końca życia. Ale nie… u mnie są lepsze dni ,kiedy właśnie panuję nad emocjami,wiem co chcę , planuję.. i nagle przychodzi „faza” która wszystko rujnuje.. ciężko mi skończyć studia, budować relacje, związek…rozwijać się..nie potrafię wziąć się za szkołe…codziennie po pracy jestem zmęczona i mam lenia. Czuję pustkę i brak sensu … nic mi się nie chce…tak się zafascynowałam borderlinem ,że przestałam żyć, przestałam zajmować się czymś innym. I co najgorsze – oduczułam się żyć i nie wiem co  z sobą robić.. wiecie czemu? bo co w życiu zaplanowałam..do czego się przykładałam zawsze rujnowały te fazy chwieljności.. więc nauczyłam się nic nie robić i do niczego nie przykładać – bo podświadomie wiem,że  i tak to zniszcze..nie mając czasami na to wpływu. To okropne.. ja chce miec w końcu na to wpływ.. boję się ,że wyrzucą mnie ze studiów.. zaraz mam obronę ,zaraz będę miała 26 lat… i będę miała zmarszczki :) nie wiem.. czuję bezsens  i nie wiem jak znowu zacząć żyć…jak wracać z pracy i nie popadać w wegetacje. Od czego do jasnej cholery zacząć ,żeby się nie zniechęcić…. ma ktoś jakieś pomysły , słowa wsparcia dla mnie?

Bry – szczęście dla mnie to stabilizacja . Kiedy będę panowałam nad emocjami i będę stabilna  …będę szczęśliwa bo będę potrafiła świadomie stawiać czoło codziennym problemow…które jak wiesz..każdy ma na codzień.

Pojęcie szczęście.

Miałam kryzys, bez nich nie byłoby dalszego rozwoju. No więc był on sobie …taki dosyć silny… i znowu posunął mnie do dalszych ,nowo odkrytych czynów.Zadzwoniłam do swojej Pani Dr. Nie mogłam dłużej tego wytrzymać -potrzebowałam wsparcia, słowa. Przyznam szczerze, że zawsze sprawiało mi to trudność – proszenie o pomoc. Potrafiłam pomagać innym. Natomiast miałam zawsze problem z przyjęciem pomocy. W tej opisywanej chwili nie mogłam o nią nie poprosić . Zadzwoniłam.. zadając głupie dla mnie pytania – ciągnęłam rozmowę oczekując odpowiedzi na swoje lęki. Oczekiwałam ,że ktoś jak zwykle odpowie mi na pytania co ułatwiło by mi dalej egzystować . Zawsze podczas ataków denerwuje mnie ,że nic nie wiem. NIE WIEM KIM JESTEM, CO CHCĘ ,CO CZUJĘ …i tak w kółko. Zaburzenia osobowości …chmmm  ….pomyślałam ,że ktoś to do cholery dobrze to dziadostwo nazwał. Można by powiedzieć ,że faktycznie osobowość w niektórych przypadkach jest tak zaburzona,że można to czuć tak ,jakby się w ogóle nie istniało.

Wrócę do głównego wątku.. :) zdenerwowałam się ,że znowu muszę kogoś pytać o to co czuję i znowu chcę znać odpowiedź …której czasami po prostu NIE MA ! Czułam ,że jak zwykle do cholery jasnej odpowiedzi jako takiej – sensowenej ..we mnie…NIE MA !!!  nie to,ŻE W OGÓLE JEJ NIE MA ! nie ma jej JAK ZWYKLE WE MNIE ..BO JA JESTEM TAKA BEZNADZIEJNA..

- Pani Doktor !!! Czy zna Pani kogokolwiek ,kto jest szczęśliwy z tym zaburzeniem…bo ja nie !!! chcę dowodów !!! chcę namacalnych dowodów ,że komuś się udało być szczęśliwym !!! chcę aby ktoś przede mną stanął i powiedział mi w twarz !! „WALCZ DALEJ !! WARTO…BO MI SIĘ UDAŁO !! ”

Ciągnęłam dalej..

-Chcę wiedzieć ,że warto..że są jakieś szanse…

(( po chwili pomyślałam ,że pierdziele głupoty jakbym cierpiała na śmiertelną chorobę …jakbym walczyła z nowotworem… ))

….zapadła Cisza..

- Pani (moje imię) ! po pierwsze…co to znaczy być szczęśliwym??

I w jednej sekundzie zawalił sie mój świat.. moje życie straciło dotychczasowy sens..a zyskało nowy SENS Z SENSEM . Uświadomiłam sobie,że nie wiem..co sprawiłoby abym była szczęśliwa. Że nie mam celu.. nie mam celu terapii i nie mam celu w życiu. Że slepo dążę do …niczego !!!! .. wiele dni zajęło mi na znalezienie odpowiedzi. Nie mogłam spać z tym …nie mogłam się skupić.. byłam na siebie zła !!!

Znalazłam odpowiedź:

Będę szczęśliwa wtedy -kiedy przestanę siebie oceniać.Kiedy będę potrafiła świadomie móc wybierać pomiędzy szczęściem ,tym co dla mnie dobre ,a przywiązaniami . Że będę wolna od lęków i przywiązań.. że będę świadoma wyborów. Będę panowała nad emocjami i potrafiła nimi regulować . Będę widzieć szczegóły…

 

Póki co… rozglądam się ZA TYM CO MOGŁOBY ZASPOKOIĆ MOJE PRZYWIĄZANIA ..WYTRZEGAM SIĘ WSZYSTKIEGO CO MOGŁOBY IM ZAGROZIĆ…POZOSTAJE PRZEZ TO CAŁKOWICIE ZAMROŻONA… ZIMNA… NIEWRAŻALIWA NA WSZYSTKO CO MNIE OTACZA, NA RZECZYWISTOŚĆ …ŚLEPO UFAM SWOICH LĘKOM …SWOIM ZABURZONYM EMOCJOM..

Wydaje mi się ,że czuję jak z tego wyjśc.. czuję ,że jestem na dobrej drodze…i czuję ,że może to trwać jeszcze wiele lat…

miłość zaburzonego TikTaka

To prawda. miłość to miłość. Kiedyś potrafiłam kochać i czuję ,że to we mnie jakby umarło…przez przeżycia.  Muszę się właśnie sobą zaopiekować . Nauczyć się kochać od nowa…siebie i mojego chłopaka. Którego wiem,że kocham…tyle,że chorą miłością..dokładnie „chorą” miłością . Zaopiekuje się tym „chorym” uczuciem i powolutku bede  uczyć kochać „zdrowo”

Co do zdrowia. Ostatnio mialam kilka kryzysów emocjonalnych. Trudno mi opisać stany „borderowania” Zauważyłam ,że stany „chorobowe” wywołuje przede wszystkim zmęczenie i alkohol. Wystarczy ,że się przepracuje , dużo stresów, zawalona noc i od razu mam atak. Ostatnio nawet zaliczyłam lekką psychoze. Rozmawiałam również z moją Dr . Doradziła mi własnie abym odpoczywała,że w tych stanach to jest najważniejsze ,abym o siebie zadbała. Najadła się , wziela kąpiel i przede wszystkim nie oceniała siebie. Podobno to jest sukces do stabilizacji.

NIE oceniać siebie podczas tych faz i nigdy . Traktować siebie w tych momentach z troską. Jeżeli chodzi o otoczenie ,rodzine i bliskich to również należy przygotować ich teoretycznie na ten temat – tzn . wytlumaczyc im ,aby podczas tego stanu otulili nas troska i nie oceniali nas . Wiem ,ze to trudne,ale pomaga.

Czy to nie jest tak kochani,że gdyby nie bylo cierpienia to nie czulibyśmy ,że to nie nasze uczucia podczas ataku? to wlasnie dzieki cierpieniu czujemy normę, tzn ze te zaburzone uczucia nie są nasze..i wciąż czujemy swoje zdrowe ja. Odrózniamy…dzięki cierpieniu. Nie cierpi się jak się czuje ,że to prawda.

Coś jeszcze nasmaruje…

Zastanawiam się co jest szczęściem. I chyba w końcu znam odpowiedź….

:)

Cześć Robaczki….dawno nie pisałam . Miałam przeprowadzkę ;) Teraz biegam poo ogrodzie Krasińskich i cieszę się życiem. Mając oczywiście czasami „loty nad kukułczym gniazdem” . Wiosna…pachnie bez.. wszystko pięknie. Mało ostatnio pracuje nad szkołą.. praktycznie ją olałam. Czas powoli wracać do innych obowiązków niż Terapia. Czas wracać do rzeczywistości.. i cieszyć się nią ,a nie się jej bać . No tak…teraz łatwo mi pisać…kiedyś na prawde w to nie wierzyłam. Teraz jest inaczej.. Biorę 100 mg lami na noc,zdrowo się odżywiam. Sypiam też dobrze. Wszystko wraca do normy. Mam też cudownego chłopaka i jesteśmy ze sobą bardzo szczęśliwi ..planujemy nawet przyszłość ,co nigdy mi się nie zdarzało :) Takie chwile sprawiają ,że warto żyć. Nie myślcie ,że życie to ciąg radosnych chwil i ciągłe uczucie szczęścia. To chwile.. i dla tych chwil sie zyje.Będac w chorobie, caly czas myslalam ,że życie to ciągłość radosnych momentów, że inni czują szczescie itp…a ja? ja to sie nadawałam na śmietnik… no tak.. fajnie ..teraz to się trochę z tego już nawet śmieje. ale nie kpię z tego..śmieję się bo czuję jak powoli to staje sie przeszłością :) I oby tak dalej…a co u was????

c.d.

hej bry i reszta! Tak jakos ostatnio nie chcialo mi sie pisac…ze spraw przyziemnych,mam problemy finansowe i powoli nie wyrabiam.Warszawa wysysa ze mnie cala energie i pieniadze. Mam teraz wielkanoc w Lodzi ze stowarzyszeniem Takim,gdzie wszyscy maja przeorane uczucia. Stowarzyszenie na celu zapobiegac patologii..spotykamy sie czasami,jezdzimy na pielgrzymki itd.. zycie mi sie uklada.Malo tu pisze o tym,ale tak jest.Pokonalam wiele trudnosci,cierpienia,ale bylo warto,mam to juz za soba..teraz spokojnie brne przez zycie,otoczona miloscia mojego chlopakw,mojej przyjaciolki i mojej Pani Dr, najwazniejsze dla mnie to nauczyc sie milosci. Oststnio doszlam do wniosku ze milosci trzeba sie nauczyc jesli nikt mnie nie nauczyl,stwierdzilam ,ze moge zrobic to sama. Sama o to zadbac. Ostatnio moj chlopak mi powiedzial,ze mam wierzyc ze za pare lat bede szczesliwa…i ze mam sobie dac czas i byc cierpliwa.. to cudownie miec kogos takiego przy Sobie. Miec o kogo sie troszczyc i wierzyc w milosc ,ktorej jeszcze nie odczuwam i nie potrafie jej nazwac,nie wiem czym ona jest i jak sie ja czuje.Zawsze zazdroscilam niezaburzobym,ze czuja do kogos milosc i sa tego pewni,ja nie czuje milosci,nawet do samej siebie..ale..no wlasnie jest ‚ale’. Ale powoli sie jej ucze i zaczynam ja definiowwac,bede postepowala wg zasad jak okazywac milosc i jak sie na nia otwierac.. zaryzykuje,a moze ja poczuje..nie chce za pare lat zalowac,ze moglam walczyc ,ale sie poddalam i stracilam najcudowniejsza osobe jaka spotkalam. Widzisz..grunt to wierzyc i uczyc organizm i psychike nowych reakcji,zapamietywac je.. dziekowac za nie sobie i Bogu. Jestem wdzieczna kazdego dnia ,ze mam swojego chlopaka,ktory podchodzi do mojego zaburzenia rozsadnie.Tlumaczy jak mam czuc i w co wierzyc i caly czas przypomina mi abym mu ufala..no i ufam.z trudem…ale ufam i robie wszystko juz nie tylko z mysla o samej sobie :)

…związki z borderkami..z DEDETKAMI … jak zwiecie swoje „gorsze połowy ” ???

Zazwyczaj takie związki się rozpadają . WYBACZCIE ALE NIE ZNAM NIKOGO KOMU SIĘ UDAŁO ;) a co mam was pocieszać? To nie ode mnie zależy ,że w internecie piszą Tylko Ci co nam wrzucają . Wpisując w google BORDERLINE poajwia się hasło UCIEKAJ. Co ja mam powiedzieć patrząc w lustro – UCIEKAJ !! Uciekaj,żebyś go nie skrzywdziła… mam wrażenie ,że mając zaburzenie borderline to nawet stan chorobowy jest zaburzony bo społeczeństwo nas traktuje jak gówno !! sami siebie traktujemy jak gówno.. bo? mamy poszarpane poczucie wartości…a społeczeństwo ma to do siebie ,że lubi osądzać. Ja wam powiem jedno: JUŻ MI SIĘ NIE DOBRZE ROBI OD SERFOWANIA PO INTERNECIE i czytania o borderline. Kurde..są poważniejsze problemy .. SCHIZOFRENIA, AIDS, BIAŁACZKA ,AMUTACJA KOŃCZYN.. już nie mogę patrzeć na to wszystko !!! źle mi !! JESTEM CHORA !!! trudno.. tak chciał BÓG !! taka wola Pana… a ja muszę się z nią zgodzić i żyć nie przeciwstawiając się Panu ,otwieram się na miłość BOżą i godzę się z jego wolą !! i WIECIE CO? JADĘ CO CENTRUM ONKOLOGII W WARSZAWIE.. zawsze jak tam wchodziłam ,przestawałam narzekać. MAM DOSYĆ !! pierwszy raz mi się to po prostu znudziło.. Związki…związki…miałem dziewczyne borderline ,na pewno dlatego rozjebał się związek …itp itd.. TAK DLATEGO SIĘ ROZJEBAŁ ,ŻEBY W KOŃCU PRZEJRZEĆ NA OCZY CZYM JEST MIŁOŚĆ . Jeśli border chce się leczyć to potrzebuje wsparcia jak KAŻDY INNY CHORY CZŁOWIEK !! JEŚLI CHCE DALEJ BYĆ TAKI JAKI JEST I RANIĆ … to mamy prawo odejść ..i nie chodzi tu o borderline ,bo zdrowi ludzie z normalnych domow zachoują sie czesto podobnie TYLKO TO JUŻ NIE JEST TEMATEM DO OSĄDÓW !! postawa normalna jest taka : Kocham..robie wszystko ,żeby nie ranić. Nie kocham… niech się stara ja jestem OK ! i to nie cecha borderów …co cecha ludzka.. każdy dojrzewa do miłości …wcześniej lub później …nie mogę już czytać jacy to są jedni ,a jacy drudzy… co z czego wynika itp.. Jestem chora.. i chcę wyzdrowieć. TO WSZYSTKO.

Nie ma nic gor­sze­go niż stra­cić szansę na coś, co mogło zmienić two­je życie

i tym własnie staje się miłość mojego mężczyzny do mnie. Szansą…gdyby mi nie zależało, gdybym nie kochała..nie korzystałabym z tej szansy :) tak więc..każdemu życzę takiego uczucia „pierdolę .zrobie wszystko” i tego wam życzę ! Szanujcie życie …bo zawsze są szanse…ale trzeba się starac ,żeby je dostrzec.

Piszę do was.

Siedzę ,wypiłam dwa duże piwa..lekko kręci mi się w głowie. Czekam ,aż mój ukochany da znak,że dojechał szczęśliwie do Francji . Jutro będzie szalał na nartach. I teraz właśnie czuję ,że na prawdę Kocham. Kiedy pragnę aby druga osoba była szczęśliwa . Nie ze mną ,ale po prostu szczęśliwa. Kochając muszę robić wszystko abym go nie ograniczała i siebie samej. Abyśmy się rozwijali jako oddzielne jednostki, które są razem.

Dlaczego piszę tego bloga? nie dla siebie tylko, dla was. Bo wiem,że wchodzą na tego bloga ludzie ,którzy wpisują w google – borderline,dda,ddd. I szukają tego co ja szukałam. Znaków ,że jest szansa na lepsze życie. Ja wiem,doskonale wiem,że w danym momencie kompletnie nie wierzysz w to ,że jest szansa. Ale spróbuj… nic nie tracisz… wierząc ..i chociaż każdy dzień jest trudny , nie chce się żyć . Spróbuj.. walcz..wierz!

Z czasem poczujesz ,że było warto.. to przychodzi samo. U jednych później, u drugich wcześniej… ale przychodzi ,jeśli się starasz ..jeśli potrafisz pokonywać trudne momenty, jeśli pozwalasz sobie bezpiecznie przeżywać te momenty. Nie szukaj wrażeń jak ci źle..

Połóż się .płacz…niech boli. Ma boleć ..ale nie rób nic czego późnej bedziesz żałować – chociaż wiem,że chcesz żałować. Te zaburzenia polegają na tym ,że lubisz siebie karać i czuć wyrzuty sumienia, ale pomyśl. To nie jest dla Ciebie dobre czuć to … zmieniaj to..zacznij uczyć się nowych uczuć ,których nigdy nie znałeś…takich delikatnych..

Obudź się rano i pomyśl …udało się..ale znowu wróci…i jak wróci znów się uda! ale nie żałuję ..borderline jest faktem . Jak faktem jest to ,że nie masz nogi ,masz cukrzyce ,raka..nie wiem…jest wiele chorób.. czy to oznacza ,że wszyscy mają się wtedy zabić…

Jedno jest życie !! JEDNO !!

Wyobrażasz to w ogóle sobie? że odwrotu nie będzie i trzeba sobie zdawać sprawę z konsekwencji? Zaburzenia osobowości da się wyleczyć !! w jeden sposób… zapełniając ciało migdałowate nowymi ,zdrowymi doświadczeniami …nowymi doznawaniami. Ja wiem ,że trudno to zrozumieć ,ale nasz mózg jest jak mięsień ..dostoswuje się do treningu…a my trening w dzieciństwie mieliśmy ciężki ,a przynajmniej ja… ja czuje się jak w stresie pourazowym ,swoją drogą borderline obajwia się podobnie. DDA,borderline i stres pourazowy ma podobne objawy… spokojnie.. biochemia  mózgu jest inna i można tu mówić o chorobie…ale likwidując przyczyny likwidujemy objawy. Z czaem się to wszystko regenruje.. mózg się regeneruje ,stąd wiele badań na ten temat..ja dlatego wpierdzielam od dwóch lat omega 3 :):) sprzyja regeneracji :):) to tak na marginesie. Słuchaj! możesz się zabić ,proszę bardzo…możesz czekać ,aż ktoś cie uratuje! Czekaj… a ja ci gwarantuje ,że nikt cie nie uratuje… nikt cie nie wybawi !! nikt!! ale czekaj sobie i tak się nie doczekasz …ale jeśli bedziesz się użalał nad sobą jaki to jesteś biedny..jak ja to robilam przez cale zycie.. bedziesz tracił czas . Uwierz mi !! bo ja już dotarłam do prawdy! nie ma co czekać …trzeba się brac do roboty.. mi sie nie zyje latwo. Pracuję w Warszawie.. cięzko, na dobrym stanowisku, ale zarabiam malo…place za wynajem, za szkole…i mam 300 zl na jedzenie… ale jezdze do mojej Pani DR. bo mi zalezy na życiu. Nie ma nic cenniejszego niż to,że się nie poddaje. Chociaż czasami mysle ,że to nic nie daję…jak zerknę w tył….byłam w gównie.. nic nie rozumiałam … teraz? znam swojego wroga :) więc mogę z nim walczyć. Nie znałabym wroga gdybym nie chciała. Ale ja wiedziałam ,że jeśli się za to nie wezmę…umrę ! rozumiecie? UMRĘ i nie będe miala juz wtedy wyjścia..i tak sobie pomyślałam..spróbuje…i tak nic nie stracę bo juz nie mam nic do stracenia..

bo kiedy nie masz do stra­cenia już nic
w przyzwyczajeniach
rodzisz się

w przypadkowościach
na nowo…

Kiedy nie masz już nic,na prawdę nic do stracenia – dostajesz wszystko.

Kiedy chcesz się już zabić – to spróbuj :) bo i tak chcesz się zabić.. uwierz mi ,że to najprostrza droga…ale tu nie ma powrotu… i cholera…jak głupio mi teraz pomyśleć,że chciałabym odejść…odwalając taki kawał roboty :) to nie koniec..chociaż są dni ,że wyszłabym z domu przez balkon ;) jak sobie to myślę ,zmawiam pacierz.. ” Ojcze nasz…nie wódź nas na pokuszenie i chroń nas ode złego…uwolnij mnie od tych szatańskich ,oblesnych myśli ” i mija…

kurde! ileż można walczyć…myślę czasem… ale tak już jest … najważniejsze abym w tych własnie chwilach ,polozyla sie spac..i próbowała bezpiecznie to przetrwać regulując swoje emocje…które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością !!

 

Amen  :)

kontakt :)

KOCHANI : WOLAŁABYM ABYŚCIE PISALI W KOMENTARZACH ANONIMOWO SWOJE ZDANIE ,PRZEŻYCIA . doświadczenia …. Ale jeśli ktoś potrzebuje pomocy , rady proszę do mnie napisać prywatnie, na pewno pomogę , a przynajmniej odpiszę .
Proszę tylko nie pisać mi „coś sobie zrobię” ” nie mam już siły itp..” BO TO MIJA ,A JA NIKOGO NIE ZBAWIĘ – MOGĘ JEDYNIE DORADZIĆ.
Wiele osób obciąża mnie tego typu groźbami , ja piszę ,a potem cisza. Proszę osoby ,które prosiły mnie o kontakt o odpowiedź . Ja rozumiem ,że raz jest gorzej ,raz lepiej. Ale wypada budować pewne relacje ,przede wszystkim z samym sobą i terapeutą – bo to kluczowa sprawa ku uzdrowieniu .

NIKT NIKOGO NIE WYBAWI OD TEGO BÓLU ,NIE ULECZY NAS -TYLKO MY SAMI !!!

mój adres: EXPLODE.TIKTAK@GMAIL.COM

Wolę jedna komentarze – dlaczego? bo nie tylko ja to czytam ,każdy szuka poczucia ,że nie jest sam !!!!

Związek z zaburzoną / nym . Droga do stabilizacji.

Bry, cóż za obrzydliwy egoizm przeze mnie przemawia :) pępkiem świata stałam się mając zaburzenia osobowości. Chciałam zaznaczyć jedno : NIE ZNAM NIKOGO KTO MA BORDERLINE I JEST W ZWIĄZKU – UDANYM. Komu się udaje.. dlatego czuje się nieco wyalienowana czytając opinie ,że my nie umiemy kochać itp. Chcę założyć fundacje dla osób zaburzonych . Chcę czuć ,że jest nas więcej i dajemy radę . Nic nie daję takiej nadziei jak drugi człowiek.

Mój facet pojechał w góry sam, bo ja jestem aspołeczna (jeszcze) ale on to rozumie.

Ja się jeszcze boje autodestrukcji .Sama go zachęcałam aby się pojechał i wybawił, przede wszystkim odpoczął od pracy i trosk. Nie ode mnie…bo wiem,że tęskni. Ale ja go w żaden sposób nie ograniczam. Jest moim największym przyjacielem i wiem ,że chce dla mnie jak najlepiej – ja dla niego też. Dlatego się leczę :) i pokonuje to wszystko. NA samym początku związku zaznaczyłam sama

„Jeśli pozwolisz mi wejść sobie na głowę – rozpadnie się ”

„Jeśli nie zaznaczysz swoich granic .. sama je zacznę je wyznaczać ”

„Jeśli będziesz mnie głaskał zawsze , za wszystkie „jazdy” stracę do Ciebie szacunek”

” Chociaż będzie mi ciężko ,kiedy będziesz się stawiał…chociaż będę czuła opór , zrozumiem .. przemyślę ”

„Jeśli będę gloryfikować swoje cierpienie , nie wkręcaj się w to ,ustaw do pionu i daj mi wolną rękę ”

„Jeśli będę taka jakiej nie rozumiesz, o jedno cie prosze…kochaj mnie jak umiesz ”

„Proszę dbaj o mnie, pamiętając ,że jestem od Ciebie słabsza, nie znaczy ,że gorsza,ale słabsza i chroń mnie przed imprezami pełnymi pijaństwa, obcych nieznajomych osób ,którym nie ufasz, chroń przed patologią i agresją, nie zabieraj mnie na ciężkie filmy i otaczaj męskością ”

Dziękuję Bogu za to ,że mam tak silnego faceta ,tak cierpliwego.. bo najważniejsze aby był cierpliwy ..ja nie staję przed nim i nie mówie ” jestem jaka jestem i się nie zmienie” staję przed nim i mówię ,że z czasem wszystko wróci do normy…. i on we mnie wierzy. Najwazniejsze to się leczyć.. nie rezygnować z terapii ,która często trwa kilka lat.. u mnie już była 3miesięczna terapia dzienna, szpital zamknięty, pobyty w szpitalu pod kroplówką , leków dużo nigdy nie brałam ,chciałam przepracować wiele na czysto, terapią uważam można wyleczyć trwale zaburzenia osobowości , natomiast leki mają to do siebie ,że wyciszają niektóre objawy i nie można ich przepracować . Ja biorę LAMITRIN . 100 mg na noc. i czuję się jakbym dostała drugie życie, to jak morfina dla chorym przy zaburzonej biochemii mózgu , a faktem jest to,że zaburzenia osobowości zaburzają pracę mózgu . Wiem ,że nie tylko ja mam ciężko .

……. bry.

Bry, dzisiaj mam fatalny dzień … mój partner ( mam go ) wyjechał dzis w góry,beze mnie…bo ja się na wyjazdy jeszcze nie nadaje..jestem aspołeczna. Kocha mnie…ja na świadomości kocham go bardzo.. wiem,że to wydaje sie dziwne..ale mimo zaburzenia mam na swiadomosci uczucie. JEst tez cos innego na świadomosci..od 3 dni mam gorsze dni.. lęk ,że jestem chora i nigdy nie bede szczesliwa..chociaz wiem,że jestem i mam wszystko.. …Każdy coś czuje..ja piszę odkad nauczylam sie pisać …robię to ulomnie..ale piszę i mowie o tym…aele ostatnio dusze to w sobie. Bo nie chce ranic mojego faceta.. przeciez i tak mi nie pomoze i mnie nie zrozumie..za to moze byc przy mnie i cieszyc sie ze robie dla niego na prawde wszystko..TYLKO JA JEDNA WIEM,JAK TRUDNO JEST POKONYWAĆ CIERPIENIE I CHOROBE NIE TYLKO DLA SIEBIE..ALE I DLA KOGOS.. wszedzie czytam – BORDERZY NIE UMIEJA KOCHAĆ ,NIE SA DO TEGO ZDOLNI . OWSZEM, ZGADZAM SIE…NIKT ZABURZONY PRZEZYCIAMI NIE JEST ZDOLNY DO MILOSCI. Z PROSTEGO POWODU – NIE KOCHA SIEBIE I NIE WIERZY W SIBIE… miłość? z tym każdy się rodzi. Resztę pisze życie no i w końcu my sami…

wstret do samej siebie

Dzisiaj poszlam pierwszy raz na latino solo,matko…co sie ze mna dzialo po. Placz…ryk wręcz . Dawno nie płakałam. Czuje jak odblokowały sie we mnie pewne emojcje. Patrzac na siebie w lustrze poczulam jak bardzo nienawidze siebie, swojego ciala,brzydze sie soba… to okropne… wiedzac ze podobam sie facetom i mowia mi,ze jestem bardzo atrakcyjna kobietą.

Poszłam do domu w stanie agonalnym…istny żywy trup. Usiadłam na łóżku i zaczełam wyć, zadając sobie jedno pytanie:

„Dlaczego i jak mogłam siebie tak traktować….” uswiadamiajac sobie, ze nie ma to nic wspolnego z rzeczywistoscia..a mimo tego to czuje. Czuję ponieważ znowu moje zdrowe ja poczuło cierpienie przez to kaze mi czuc zaburzone ja. Czyli wytwor mojego dziecinstwa…. nigdy siebie nie szanowałam…i nagle poczulam.,ze czas to zmienić i pokochać rowniez siebie jako kobiete, zaczac akceptowac swoje cialo i niedociagniecia ….i dac sobie troche na to czasu….

Nawroty zaburzeń osobowości…

Najbardziej boje się…

Nawrotów.
Chciałabym wiedzieć czy to uleczone zatrzyma się ,czy z biegem czasu ucichnie.. na zawsze…czy będzie wracało …
Nie wiem nic..będąc w Polsce.. nie wiem ,nic bo nikt kto się wyleczył nie napisze…nie wiem.. bo zbyt młode to zaburzenie leczone w tym kraju.. każdy przypadek jest inny..ja wiem..ale ja nawet nie wiem jak sobie inni poradzili z zaburzeniami osobowości..czy to wracalo..czy faktycznie nowe cechy osobowości wykluczyły inne.. Proszę o jakieś słowa od siebie..

 

Jak to jest z zabiurzeniami osobowości…jak ?

RE: DEFICYT POCZUCIA WARTOŚCI

cytuję :

„TikTak. Ty głuptasie. Jesteś warta ogromnie dużo bo…. JESTEŚ. To wszystko. Tylko (AŻ!) tyle wszyscy jesteśmy warci. No dobra to 99%. Może potem dochodzi troszeczkę jak ktoś wspiera innych, daje małe drobne porcyjki radości i otuchy. Twój problem nie ma NIC wspólnego z wartością. Jesteś młoda, zdrowa (fizycznie), inteligentna i masz imponującą samoświadomość.
A przemoc, której doznałaś od łobuzów, którymi niestety są Twoi rodzice, spowodowała ‚siniaki’ w Twojej głowie i sercu. Trzeba po prostu zabandażować, wykurować, przebaczyć i zapomnieć.
Pozdrawiam serdecznie.
P.S. Aha – Te ogromnie mocne emocje też czujemy dokładnie tak samo jak Ty. Ale są one zarezerwowane na naprawdę straszne wydarzenia (śmierć bliskiego, zdrada). Jak z takimi emocjami rzucasz się na drugą osobę z powodu, który normalnie jest zarezerwowany na najwyżej gniew, to sprawiasz jej potworny ból i poczucie krzywdy.”

Odpowiadam:

Bry, masz rację .Dodam tylko do Twojej wypowiedzi jedno ,to o czym piszesz, to ile jestem warta ( wiem ,że jestem ) dopiero po tylu latach sobie uświadamiam.. i nigdy wcześniej nie wierzyłam ,że da się to poczuć ,dojrzeć… a jednak . Da się.. i wszystko dzięki temu ,że nie poddaję się ,mimo ,że upadam. Myślę ,że moje codziennie sukcesy sprawiają ,że zaczynam czuć swoją wartość, wartość przemijającego czasu i wartość życia :) niesamowite.. jak wiele jest możliwe ,jeśli wierzymy w siebie.

Poczucie wartości

Czyli mój największy deficyt. Kiedyś miałam poczucie wartości ,ale to jak byłam nastolatką ,jakieś 11 lat miałam jak czułam ,że jestem cokolwiek warta. Późnie poczucie wartości zabijano we mnie skutecznie każdego dnia, a zabijali je moi rodzice. To,że powinni mi je w wieku dorastać umacniac jest chyba oczywistą sprawą. Tak jednak nie było. No dobrze…dziś mam prawie 26 lat.. i pytam siebie Czyje to jest właściwie życie? Moje? Czy to ja napisałam scenraiusz mojego życia.. ? Czy każdego dnia odgrywam rolę , jak w jakimś filmie?? Nie czuję się ,aby to życie było moim. Chciałabym być od teraz jego reżyserem . Mieć wpływ na nie. Pomyślałam ,że to co mnie zrobili w dzieciństwie nie znaczy ,że to ja. To ,że zabili moje poczucie wartości nie oznacza,że nie mogę go wybudować od podstaw . Podobno się da . Podobno wielu osobom się udało – a to oznacza ,że mi również się uda. Nie jest to niemożliwe. Tak więc, po ostatnim spotkaniu z moją Panią Dr. doszłyśmy do wniosku ,że kolejnym krokiem w terapii jest umiejętność regulowania emocji. Tzn. że czas nauczyć się na świadomości kontrolować swoje emocje i dawać swojemu „ja” możliwość wyboru . Ponieważ ,jestem bardzo wrażliwą osobą i doskonale czuję każdą zmianę w swojej podświadomości mam o tyle łatwiej by kontrolować emocje. Ja już mam tak wyuczoną technikę odczuwania ,że jestem w stanie wyczuć w kórym momencie ciało migdałowate zaczyna pracować na zbyt wysokich obrotach . Wtedy zazwyczaj włączają mi się leki, których nie umiem przeżywać . Chcę się ich pozbyć co pwoduje złość i nąpięcie. A co za tym idzie .. szukam głupich spoosbów na zniwelowanie złości. Czas zacząć pozwalać sobie na te lęki i nie nazywać ich złymi emocjami. To kolejne pytanie. Dlaczego podzieliłam emocje na złe i dobre. Nie istnieje taki podział . Emocje są emocjami . A pod wpływem emocji włącza się działanie i między tym, jest miejsce na nasze wybory . Powoli czuję ,jakie wybory są dla mnie najlepsze, mimo tego iż są to obce zachowania. Póki co czuję się nieswojo ćwicząc nowe schematy, nie jest łatwo robić wszystko inaczej niż dotychczas, bo to wyzwala w nas opór. Mało tego, nowe zachowania nie przynoszą na początku żadnych korzyści. Bo ich po prostu nie dostrzegamy ,nie czujemy tych nowych zachowań , są one jakby obce w nas i nie przynoszą ani poczucia radości ,ani smutku . Wiem,że z czasem jednak ,kiedy to wyrobią się w nas stałe i niezmienne nowe zachowania na poszczególne emocje, nie wiedząc kiedy – zapomnimy o zaburzonych schematach. To jest cholernie trudne i wymaga cierpliwości, szczególnie jeśli chodzi o samokrytykę . Na początku będziemy wręz tęsknić do dawnych zachowań, bo podczas nich coś czuliśmy , teraz ? nic. Nowy schemat matematyczny dający zawsze ten sam wynik. Ale uczuć można się nauczyć . Nie wierzycie? A ja wierzę .

 

Pamiętam kiedyś ,jak zaczęłam brać leki przeciwlękowe i stabilizatory ,zaczęłam się zastanawiać czy na prawdę chcę je brać. Miałam wrażenie ,że nic ne czułam, pustkę ,spokój .. stabilizację ?? Rety !!! tab bardzo chciałam to odstawić ,żeby znowu poczuć coś intensywnego..

Płakałam ..

„Pani Dr. Ja nic nie czuję !! nic !! pustka.. nie czuję smutku , nie czuję radości, nie umiem płakać.. nie mam lęków, euforii ,depresji!! chcę znowu czuć ..bo teraz nie wiem kim jestem ..czuję ,że tracę tożsamość …”

Usłyszałam wtedy od Pani Dr.

„Wydaje się Pani ,że Pani nic nie czuje, Czuje Pani ! Tylko mniej, czuje pani normalnie. Przedtem czuła Pani za dużo i zbyt intensywnie.. teraz wydaje się Pani ,że nic Pani nie czuje.. a tak nie jest. Jedyną ważną misją powinno być to,że musi się Pani na nowo nauczyć czuć. Inaczej niż dotychczas.. z czasem wszystko wróci do normy, trzeba czasu”

I wiecie co?? tak było. Z czasem zaczęłam lubić ten spokój i nie chciałam wracać do tych intensywnych emocji, zaczęłam się cieszyć ,że tyle przeżyłam , bo wiedziałam do czego na pewno nie chcę wracać i czego nie chcę czuć.

Emocje stawały się moimi drogowskazami.

A TO NA DOBRANOC :)

Józef Stanisław Tischner
Wiele w życiu musimy. Ale nie musimy czynić zła. A jeśli jakaś siła, jakiś strach, zmusza nas do czynienia zła, to nie zmusi nas do tego, byśmy tego zła chcieli. Tym bardziej nie zmusi nas do tego, abyśmy trwali w tym chceniu. W każdej chwili możemy wznieść się ponad siebie i zacząć wszystko od nowa.

PSYCHOLOGICZNE I DUCHOWE DROGI UZDROWIENIA

Chciałabym dzisiaj napisać o tym co najbardziej pomogło mi . Pomogło mi pomóc sobie samej. I tu na pewno na pierwszym miejscu bedzie moja Pani Dr. której imienia i nazwiska nie mogę zdradzić bo nie widzę takiej potrzeby. Ta kobieta nie uzdrowiła mnie, ale uwierzyła we mnie i obdarzyła miłością. Myślę ,że miłość odgrywa bardzo ważną rolę na drodze uzdrowienia. Tyle że,miłości trzeba się nauczyć. Ja osobiście po takiej patologicznej przeszłości nie miałam kompletnie pojęcia czym jest miłość i co to znaczy być kochaną i kochać. Nie wiem co bardziej jest trudniejsze. Kochać czy otworzyć się na miłość?? myślę ,że pierwsze wyklucza drugie i na odwrót. Miłość powinna być wzajemna, to znaczy przepływać przez nasze serca..powinna nas otulać . Kochanie kogoś jest możliwe tylko wtedy jeśli potrafimy kochać siebie samych . I od tego zaczęłam swoją podróż drogą uzrowienia. W trakcie terapii stawałam się i staję wciąż coraz bardziej otwarta na doświadczenia swojego życia…i tym samym zaczynam coraz delikaniej obchodzic się z samą sobą i innymi,staje się coraz bardzej ostrożniejsza, uważna. Jestem gotowa do tego aby przyjąć całą prawdę o sobie i kochać.

Bardzo ważne było dla mnie odbudowanie duchowości i doświadczenie miłości Boga ,która to właśnie staje się podstawą mojego życia. Dodam ,że jest t cholernie trudne i niezrozumiałe. Ale powoli czuję jak miłość leczy moje rany serca. Zauważyłam również, że podczas duchowego i terapeutycznego towarzyszenia poruszam te same problemy .

Od jakiegoś czasu czuję ,że wszystkie moje rany ,które odczuwam wskazują na miłość . Pomyślałam nawet ,że po coś to wszystko się wydarzyło i nie mogę tego zmarnować . Przyglądam sie temu wszystkiemu bardzo uważnie wierząc ,że nie chodzi  o schodzenie z drogi ,bo z niej będę schodzić bardzo często w przyszłości jest to nieuniknione u osób zaburzonych ,ale i niezaburzonych .. Chodzi o to ,aby świadomie przyglądać się swoim zranieniom .

Staję twarzą twarz ze zranieniami . Przestałam przed nimi uciekać jak robiłam to dotychczas. Pierwszy raz w życiu nie uciekam od tego . ,a bezwarunkowa miłość Boża pomaga mi w tym ,abym pokonywała trduności w moim życiu – bez lęku !! To właśnie Bóg i budowanie na nowo duchowości jest dla mnie uzdrawiającą aurą .

Moi drodzy – CELEM TERAPII JEST ZAPROWADZNIE PACJENTA DO PUNKTU W KTÓRYM SIEBIE ZAAKCEPTUJE I POKOCHA. I to właśnie czyni moja Pani Dr. Zaufałam jej i daje się pierwszy raz w życiu prowadzić .

To okropne ,że przez ponad dwa lata terapii żyłam z myślą ,że pewnego dnia obudzę się „zdrowa” i zaburzenia nigdy nie wrócą , Przez takie myślenie stanęłam w miejscu . Poznałam kogoś to obdarzył mnie bezwarunkową miłością co spowodowało u mnie rozchwianie i wywołało napady lękowe… i znowu chciałam obudzić się zdrowa. A myśl,że jestem zaburzona powodowała ,że zaczęłam myśleć ,że odejdę .. znowu odejdę i doprowadzę do odrzucenia abym nie była odrzucona. Stwierdziłam jednak ,że zatrzymam się w tym paskudnym stanie i pokonam to. Przyjżę się temu i pokonam lęki. Udało się ..co otworzyło w moim życiu wiele bram.. co wzbudziło we mnie pierwszy raz delikatne poczucie bycią kochaną .. nie tylko przez tą osobę. Na prawdę zaczęłam świaodmie kochać siebie.. z tą całą prawą o mnie. Zaczynam wiedzieć i czuć kim jestem . Zaczynam zdrowieć. JEST TYSIĄC POWODÓW ,KTÓRE PRZYTACZAŁAM CAŁE ŻYCIE JAKO NIEKOCHANA ,ŻEBY NIE UWIERZYĆ W MIŁOŚĆ… nie wierzyłam w nią i przez to właśnie ,że całe życie wątpiłam w siebe. To się zmieniło. Uwierzyłam w siebie i wszystko wraca do normy . Powracam również chętnie do dzieciństwa, zaczynam przypominać sobie radosne chwile. Bo przecież i takie były w moim życiu. Pamiętam je.. pamiętam bo będąc ofiarą znęcania się cieszyłam się najdorbniejszymi momentami swojego życia. Teraz sobie to przypominam. Pokonałam przeszłość i chętnie do niej wracam. Myślę też ,że te wszystkie przejścia nauczyły mnie tak wiele i mogę to wykorzystać na wiele sposobów. Zaburzenie osobowości to nic innego jak kompletnie nieadekwatne do sytuacji odczuwanie. Staram się świadomie naprawiać to odczuwanie, co jest cholernie trudne . Bo kiedy wpadam w ten syf ,emocje mną rządzą ,ale ćwiczę . Ćwiczę to w bólu ..często łzy płyną mi ciurkiem ,trzęse się i błagam o samozagładę ,ale siedze i przyglądam sie temu właśnie po to by wmówić sobie ,że jest inaczej ,że to są te lęki i głosy z dzieciństwa, a nie ja. Ta zdrowa ja,która z tym wszystkim walczy. Dlaczego ta abiwalencja jest tak cholernie silna?? bo wg. mnie dwie osobowości odczuwają kompletnie co innego ,ale odczuwają dwie. Ja wiem ,że to chore wytłumacznie ,ale tak jest. Zdrowa ja czuję smutek , a zaburzona chce się bronić przed smutkiem i próbuje to zagłuszyć i czuje złość i gniew ,że zdrowa ja czuje smutek. I tak zawsze i w kółko. I to jest ten nieszlifowany diament. Gdyby tak zdrowa ja przejęła kontrolę i zaczęła niszczyć zaburzenie .. i to próbuje robić w tych najgorszych momentach. Płaczę ,cierpię …ale składam ręcę i modlę się .. staram się zadbać o siebie w tych chwilach . Tak jak o małe zagubione dziecko.

Ja wiem ,że to wszystko trudne i trzeba czasu . Ale nie poddawajmy się . Zaburzenia osobowości są uleczalne!! budując nowe techiniki pokonywania tych zaburzonych reakcji zagłuszymy to. I staniemy się szczęśliwi.

PROSZĘ CIEBIE !! Proszę zostaw pozytywny ślad po sobie, zostaw świat lepszym niż go zastałeś !! Wpisz się …

Jesteś tu?    chcesz brać ??? ..czy masz chwilę aby coś od siebie dać ?? Szanuję Twój czas..ale proszę zapełnijmy internet też dobrymi historiami. Dlaczego jak wchodzę na strony zagraniczne zupełnie inaczej się pisze na forach? Dlaczego ludzie żyją z zaburzeniami normalnie i nie są wyzywani przez społeczeństwo?? bo w Polsce od niedawna pojawiło się pojęcie BORDERLINE .  A na skrót DDA reagują pytaniem                ” co to jest?? ” ..świadomość społeczeństwa Polskiego ogranicza się na Dr. Google.. tu każdy znajdzie receptę i diagnozę.. Kiedyś czytałam wiele forum ,aby znaleźć chociaż jedno zdanie ,że jest to uleczalne… że komuś się udało. Teraz kiedy mi się udaje ,wiem ,że nie mam potrzeby tego czytać..dlatego jest nas tak mało..tak mało wiemy. Bo nie dzielimy się tym co dobre, nie wspieramy ,tylko kłócimy się … nie pomagamy sobie ..bo nie chcemy znać nikogo z tym samym co mamy.. ale czy to nie egoizm ? Mi też jest bardzo cieżko..ale piszę to wszystko dla was… piszę cokolwiek i radzę , wspieram.. uśmiecham  się .. bo wierzę !!

 

Proszę was abyście wpisali  swoje historie… coś od siebie !!! coś z życia !! bez obelg.. bez słów krytyki…  POMAGAJMY SOBIE !!! NIE JESTEM PRZECIEŻ SAMA !!!

Chciałabym wiedzieć czy są historie z Happy Endem….. Czy wierzycie ,że da sie „wyzdrowieć” ? CZY DA SIĘ POKONAĆ ZABURZENIA OSOBOWOŚCI !!!!!! Czy znacie kogoś kto wyzdrowiał ,wybudował zdrowy związek, założył rodzinę ?? Dajcie nadzieje swoim wpisem. Wy pacjenci, Wy lekarze..psycholodzy… Proszę dajcie o sobie znać . Napełnijmy ten świat nadzieją !!!! to nam potrzebne… ja tracę wiarę i potrzebuję prawdy.. aby iść dalej !!! proszę ..napiszcie.. niech każdy da coś od siebie. Myślę nad założeniem fundacji dla osób z borderline, DDA,DDD… chcę wiedzieć,że warto… że da się to pokonać. ..Chcę marzyć o normalnej rodzinie ,którą może kiedyś stworzę !! Chcę otworzyć fundacje i pomagać innym !!! chcę żyć mimo tego,że jest ciężko..

Wpisy są w pełni anonimowe, zanim je przeczytam i zatwierdzę sprawdzam ,czy naruszają prywatność. Kontaktuję się z innymi. Chcę pomagać, chcę się leczyć ,ale przede wszystkim chcę budować nadzieje….

Odkrywamy życie na nowo będąc zaburzonym

Witajcie…To bardzo ważne co napiszę poniżej. Dla osób bliskich .. dla zaburzonych..

Dawno mnie nie było. To też czuję jak stanęłam w miejscu.. nie czuję abym cofała się wstecz ,ale jakbym stanęła przed wysokim murem i patrzyła się na niego każdego dnia nie pokonując go. Bierność …zaliczam właśnie bierny stan terapii . Nie ma za bardzo czasu żeby jeździć do mojej Pani Dr co powinno być dla mnie najważniejsze. Staram się jeździć raz w miesiącu ( nie zapominajmy ,że kiedyś to było raz na tydzień ) Czy jestem stabilna?? chm.. powiedzmy ,że jestem :) ale nie sądzę by jakikolwiek człowiek był w 100% stabilny… z tym ,że ja wpadam w gigantyczne doły i napady lękowe.. co wtedy ??

Atakuję swojego faceta smsami w stylu,że go zostawię , że nie chcę być jego ciężarem.. W takich chwilach cholernie męczę się ze swoimi lękami i ujemnym poczuciem wartości..i właśnie to co czuję w danej chwili przenoszę również na niego traktując to tak jakby ON CZUŁ DOKŁADNIE TO SAMO CO JA NA swój TEMAT ….to takie przeniesienie swoich uczuć na czyjeś !! TO SĄ TAK SILNE STANY ,ŻE NIC DO NAS NIE DOCIERA.. silne emocje.. lęk przed odrzuceniem..

Co wtedy powinna robić druga osoba?

W moim przypadku absolutnie nie atakować . Powinna zrozumieć że cierpię jeszcze bardziej od partnera ,ale ..to niczego nie tłumaczy ( nie zapominajmy o tym ,aby nie kopać leżącego na ziemi tylko pomóc mu wstać ) chodzi o to ,że taką osobę trzeba po prostu uspokajać w delikatny sposób …jak chorego,cierpiącego…. ( wiem,że osobie niezaburzonej ciężko jest zrozumieć co czuje Borderek…będzie stał i mówił „ale tak nie jest,tak nie jest ,tak nie jest…sratatatata a nas to wyprowadza z równowagi BO WG NAS TAK JEST !!!!!!!!!!!!!!!!!!!! ) nie WOLNO  brać do siebie tego co mówi ZABURZONA OSOBA ..BO TO CO MÓWI też JEST ZABURZONE A NIE PRAWDZIWE .. kiedy to opada ta osoba doskonale wie co jest prawdziwe.. to są LĘKI !!! które z wiekiem będą się wyciszały.. ..trzeba znaleźć na nie sposób.To nie jest choroba.. to jest jak blizna z dzieciństwa z którą trzeba żyć …i można ją lekko tuszować ;)  Moim sposobem jest to ,że sama sobie gadam ze sobą ;) np. co ja głupia robie, o co mi chodzi? wcale tak nie jest… :) co robi mój facet? w pewien sposób zlewa moje akcje.. mając je pod kontrolą !! nie mam pretensji do niego.. no może czasami ;) nie odzywa się – źle.. pisze,radzi -źle. Ale to przeżywa większość kobiet. Nam nie dogodzi ;)  Należy upewniać taką osobę ,że bardzo się ją kocha i nie pozwoli odejść ,aby ta w danej chwili WYLĘKNIONA MAŁA DZIEWCZYNKA WYŁAPAŁA POCZUCIE BEZPIECZEŃSTWA ,KTÓREGO NIGDY NIE MIAŁA  , przytulić i powiedzieć ,że będzie się przy kimś i wspólnie pokona się problem. Moją największą trudnością było zawsze dopuszczenie do siebie kogokolwiek i  zmianybarwy na szare odcienie, nie tylko czarno-białe.. teraz kiedy mój chłopak mnie wkur… po prostu nie odrzucam go tylko staram się zrozumieć ,że jak każdy człowiek może mieć swoje wady i gorsze dni. Kiedyś?? małe potknięcie jego i rzucałam faceta .. jak śmiecia !! jak mogłam teraz myślę …jak mogłam ?? Ale to było nieświadome i szczeniackie… tak jak dzieci wywalają popsute zabawki !!

Powiem coś bardzo przykrego.

Osoba ,która dopiero co odkrywała ,że ma zaburzoną osobowość i jest w fazie silnej terapii jest jak pocięta nożem krwawiąca ofiara..jeżeli jest w związku – w tym okresie będzie krzywdzić bliską osobę i siebie samą . Tu trzeba po prostu czasu…i nie miesiąca… często dwóch – pięciu lat.  Ale da się . Wszystko moim zdaniem zależy od odpowiedniego zaangażowania ze strony chorego .

Osoba ,która jest sama i właśnie zaczyna swoją podróż w terapie i zmiane osobowości – absolutnie nie powinna się wiązać … przyjaźnić , przebywać z bliskimi owszem , ale moim zdaniem w takim rozchiwaniu nie powinna angażować się uczuciowo w związek..bo w takim okresie jedynym zaangażowaniem powinno być nasze życie ,które trzeba odbudować . Ja wiem ,ze to jest okropne… Czasami los na siłę podstawia nam miłość i jakoś to idzie ;) i czasami dobrze się kończy :) niezbadane są wyroki Boskie ;)

Dobre historie kończą się źle. Złe czasami dobrze.. nie ma REGUŁY !! nie ma definicji normalności. Wszystko to indywidualna ,jedyna i wyjątkowa historia !! a googlowanie i siedzenie na forach doprowadza do szaleństwa !!!! chory nie powinien siedzieć na forach , gdzie pokrzywdzeni ,często mający sami ze sobą problemy piszą o zaburzonych jak o potworach ,których trzeba oznaczać !!! Ludzie !! Jak można.. ?  a można.. bo sama byłam okropna i siedziałam na forach :) Ale z pełną świadomością i doswiadczeniem – ODRADZAM . Border w fazie terapii wyłapie cały nastrój wpisów na forach i poczuje się takicm potworem i będzie chciał zakończyć swoje życie czując ,że to się nigdy nie skończy..

GÓWNO PRAWDA !!!

nawet nie chcę wypisywać ile już w swoim życiu zmieniłam !! trwale !!!  Człowiek się zmienia.. bardzo…pozostają w nim owszem jakieś blizny..ale jak się ma świadomość posiadania ich … to człowiek czuje się bezpiecznie i stabilnie !!

Są dni oczywiście ,że leżę na łóżku , ryczę i chcę się zabić. Pfff… bez nich nie miałabym tej diagnozy , nie byłabym DDA ,nie byłabym TikTakiem ,cykającą bombą emocjonalną …

Ale skoro tak jest to muszę z tym żyć.  Mając świadomość objawów .

Z roku na rok będzie coraz lepiej.. Wiara czyni cuda !!! TWORZĘ WŁAŚNIE WSPANIAŁY PEŁEN MIŁOŚCI ZWIĄZEK… pracuję , rozwijam się … przeszłam wiele terapii , ciężkich momentów .. i co zapisało się w mojej osobowości :

DO CZEGO NIE CHCĘ NIGDY WRACAĆ !!! i robię wszystko aby właśnie nie wrócić i powoli myśleć do czego chcę wracać … a ja chcę do miłości ..którą czułam będąc małym dzieckiem.. później skrzywdzonym ,bitym i odrzuconym. Ale wiem co to miłość !! wiem.. tylko się jej boje.

ONE SIZE

Życie nie ma rozmiaru-ONE SIZE. Pasuje do każdego… Borderline czy tam inne zaburzenia osobowości to nic innego jak życie w rozmiarze np. borderline,dda…itp… Rozmiar ten pasuje do nas..natomiast inni żyją w ONE SIZE… Inteligencja polega na tym by dostosowywać się do świata a nie próbować go zmienić. Dowiadując się jaki mam rozmiar… nie pozostało mi nic innego jak zacząć go zmieniać… mój rozmiar- nie świat ,który mnie otacza…minęły dwa lata leczenia. Znów wspomnę ,że zdrowieje.. i szczerze powiem .. dwa lata temu nie wierzyłam nawet w jednym procencie ,że kiedykolwiek jeszcze będę chciała żyć, będę siebie kochać i będę tym samym o siebie dbać.

Udało się… może nie do końca bo mam dopiero 25 lat i moja osobowość wciąż się kształtuje. Mam wrażenie ,że zaburzenie osobowości zaczyna się wtedy kiedy jako dziecko czujemy wiele .. przeżywamy wiele emocji..i tu kluczową role odgrywają rodzice, którzy tłumaczą dzieciom co jest dobre, a co złe. Które emocje i uczucia należy przeżywać tak a nie inaczej, nakreślają nam wzorce. Co jeśli rodziców zabraknie? Albo tak jak u mnie rodzice sami byli na tyle zagubieni ,że nie odegrali tej roli właściwie..za to wszczepili we mnie złe wzorce..albo co gorzej – nie dali mi ich wcale.

Spowodowało to to.. że aby przetrwać w domu alkoholowym pełnym przemocy i patologii musiałam wypracować sobie pewne cechy ,które w danym wtedy momencie ratowały mnie każdego dnia..Nie wiedziałam co czuje ..nie zastanawiałam się czy czuję cokolwiek. Każda chwila mojego życia wypełniona była lękiem… lękiem przed czymś czego nie byłam w stanie przewidzieć . Spokój w moim domu bym niczym innym jak ciszą przed burzą.. miłość była bezwarunkowa.. czyli pełna cierpienia i poniżania .. nie mogłam być wrażliwa.. nie mogłam być sobą ..musiałam stać się samodestrukcyjną jednostką .. tylko po to by móc złość i gniew wyładować tylko na sobie.. biczując się każdego dnia i obwiniając za alkoholizm rodziców. Kim byłam? Kupą Gówna..nie tylko dla moich rodziców ,ale przede wszystkim dla samej siebie. I tak Kupa Gówna rosła z roku na rok..

Kiedy wkroczyłam w dorosłe życie i kiedy zmarła moja matka.. musiałam zająć się sobą . A przecież nie miałam o tym pojęcia. Nagle wszystko przestało mieć jakikolwiek sens.. bo przecież moim sensem istnienia było przetrwanie a nie życie. Przetrwanie nie tylko jako moje ,ale przede wszystkim musiałam dbać o to by moja matka nie piła, by nie była bita.. moje życie polegało na opiekowaniu się innymi. Wtedy zrozumiałam ,że nie wiem kim jestem..że nienawidzę siebie i zrobie wszystko by umrzeć … by dotrzeć do bramy postojowej nazywanej – SAMOZAGŁADĄ. Okazuje sie ,że gdzieś we mnie pozostało to  zdrowe „JA” które zaczęło się domagać o wyzwolenie. Poczułam silne cierpienie…wpadłam w depresje.. miałam dość walki z sobą samą . Nie miałam siły na nic.. na posiłek ,na sen.. na nic. Chciałam umrzeć.. zmęczona życiem i walką… gdzieś w środku czując jak granice mojej wytrzymałości stale się przesuwały.. co powodowało coraz większą nienawiść do swojej osoby .

KIEDY W KOŃCU MIAŁAM SIŁĘ ŻEBY ZE SOBĄ SKOŃCZYĆ OKAZAŁO SIĘ ZNOWU MOGĘ IŚĆ DALEJ…. biorąc to co podsuwało Mi życie nie zastanawiając się nad tym czy to ma sens. I znowu tak na zasadzie przetrwania brnęłam dalej.Jak przejście z dnia ku nocy przez druty kolczaste. I tak znowu docierałam zmęczona do tej wyżej nazwanej bramy postojowej…przez którą wiedziałam ,że i tak znowu przejdę . Okazało się  ,że ludzki umysł jest w stanie znieść zbyt wiele…

Jako dziecko nie miałam tak dojrzałych przemyśleń.. chciałam po prostu przeżyć kolejny nadchodzący dzień biczując się już od momentu porannej pobudki.

Kim staje się teraz?? staję się dorosłą kobietą odpowiedzialną za swoje życie.. kochającą siebie poprzez pryzmat Boga.. bo od niego zaczęłam czerpać wzorce. Kiedy czułam się zagubiona i nie mogłam nazwać wielu rzeczy po imeniu zwracałam się ku Bogu.. patrząc na Jezusowe życie..pełne cierpienia ,ale jakże szczęśliwe. Zawsze obrazuje sobie jedno : Jezus upadał wiele razy z krzyżem.. był poniżany .. bity.. upadał..ale wstawał.. bo wierzył. I jest to nic innego jak metafora obrazująca moje życie.. Jezus umarł na krzyżu szczęśliwy, BO wiedział kim jest i wierzył do końca i dzięki temu zmartwychwstał. I tak sobie myślę.. że gdybym nie upadała ..nie nauczyłabym się wstawać . Gdybym nie cierpiała nie nauczyłabym się cierpienie unikać…gdybym nie szła dalej..nie umiałabym radzić sobie z problemami.. bo tylko ich pokonywanie pozwala pokonywać krok w przód. GDYBYM NIE WIERZYŁA NIE ZMARTWYCHWSTAŁABYM !!  Innej drogi..jak to Jezus mówił – po prostu nie ma.Nie ma drogi na skróty..chociaż tak bardzo chciałoby się aby była :) do tego dobrze wydeptana.

Tak bardzo chciałam iść na skróty kiedy usłyszałam ,że jestem zaburzona… że moja osobowość została tak ,a nie inaczej uformowana ….nabrałam więc z czasem cierpliwości i pokory.. między innymi właśnie te dwie cechy pozwoliły mi pokonywać trudności.

Spotykając na drodze oczywiście wielu Aniołów
:) Między Innymi Moją Panią Dr.. którą bardzo pokochałam.. moich przyjaciół ,którzy wierzyli we mnie kiedy upadałam.. otworzyłam swoje serce..pozwoliłam im istnieć w moim życiu.. zaufałam. Uwierzyłam !!!

To tak podsumowując na dzisiaj tyle.. Chcę by każdy z was wyszukał w tym wszystkim głębsze znaczenie tych słów i zrozumiał.. że każde dlaczego ma swoje dlatego.. mimo wielu cierpień i niepowodzeń.. trzeba wierzyć. Nieustannie… kiedy to właśnie życie wystawia nas ciągle na próby.. Trzeba wierzyć.. trzeba marzyć.. i nie myśleć ciągle …tylko działać, a do swoich ułomności podchodzić z pokorą i spokojem wybaczając sobie wiele..

Kiedyś każda osobowość.. ta zdrowa …wyłoni się spod skorupy cierpienia..

Zaburzenie osobowości jest nieoszlifowanym diamentem. A cierpienie i chęć zmiany to nic innego jak dowód na istnienie właśnie owego diamentu. . .